Sezon rozpocząłem bardzo wcześnie – już w styczniu. Potężną motywacją dla mnie do nawijania kilometrów była chęć zobaczenia 200kkm na liczniku ;). Rok zaczynałem mając na szafie 197kkm.

Pierwszy nieśmiały wyjazd zaprowadził mnie 10 stycznia „na Studzienkę”, jak potocznie nazywałem zawsze Sanktuarium w Jankowicach. To tam wykonywałem w grudniu 2007 r. jedną z pierwszych sesji zdjęciowych CBF-ie. 14 lat minęło jak z bicza!

23 stycznia skorzystałem ze sprzyjającej pogody i pojechałem… w góry! Przez Skoczów i Ustroń zajechałem do Wisły i porwałem się na pokonanie przełęczy salmopolskiej. Śnieg zalegał na poboczach, ale asfalt – poza tym, że był mokry – nadawał się do jazdy.

Bez specjalnych problemów pokonałem przełęcz, zjechałem do Szczyrku i w ustronnym miejscu porobiłem sobie „medialny” postój. Nakręciłem tam pierwszy materiał do planowanego cyklu filmów podsumowujących eksploatację CBF-y. Efekty tych prac można znaleźć tutaj.

Ponieważ zima wróciła, kolejne jazdy możliwe były dopiero miesiąc później – motocykl ruszyłem w sobotę 20 lutego. Przyszła ładniejsza pogoda, więc wsiadłem na moplika i pognałem odwiedzić siostrę w Dąbrowie Górniczej.

Grubszy wyjazd machnąłem jednak dopiero następnego dnia, w niedzielę 21 lutego. Porwałem się kolejny raz w góry – wyjechałem ok. 9:30 i w 3h pokonałem ok. 230km ;). Tym razem w Skoczowie zapiąłem ekspresówkę na Bielsko i dalej na Żywiec. Z trasy zjechałem dopiero przed tunelem w Lalikach. Jest tam taki ciekawie ulokowany, rozbudowany węzeł drogowy ukryty pośród zalesionych pagórków. Zawsze lubiłem tamtędy przejeżdżać i podziwiać synergię natury z inżynierią drogową.

Po machnięciu małej pętli przez Rycerkę i Rajczę wróciłem do Milówki, a że zaczynałem odczuwać wychłodzenie, pognałem z powrotem do Rybnika na obiad.

Od tego momentu pogoda sprzyjająca jeździe coraz częściej pozwalała na mniejsze lub większe przejażdżki oraz na codzienną orkę motocyklem do pracy.

W niedzielę 28 lutego odwiedziłem „stare śmieci”, czyli wały nad Odrą i jeziorka w Bukowie. Pamiętam, że Buków był celem jednej z pierwszych moich motocyklowych przejażdżek w większej grupie. Ujeżdżałem wtedy jeszcze WSK 175.

W sobotę 13 marca po pracy pojechałem sobie na moją ulubioną ostatnio Przełęcz pod Tułem na pograniczu polsko-czeskim, niedaleko Ustronia. Chciałem nakręcić tam kilka ujęć do kolejnego odcinka podsumowania eksploatacji CBF-y, ale od zimna totalnie umarła mi bateria w telefonie i nie udało mi się zrobić nawet zdjęcia.

Fotka z tego samego miejsca z grudnia 2020 r.

Było tam na szczycie pieruńsko zimno, więc czym prędzej uciekłem do Ustronia i dwupasmówką wróciłem do domu. Dzień później nakręciłem kolejne 100km, kręcąc się w rejonie Krzyżanowic, Syryni i Bukowa.

26 marca byłem motocyklem w pracy i w drodze powrotnej do domu zaszyłem się w lesie w rejonie Bargłówki, gdzie nagrałem materiał do następnego odcinka mojej superprodukcji. Zrobiłem tam też masę zdjęć maszyny, która została wcześniej do tej sesji nieco przygotowana, tj. pieczołowicie umyta ;). Odświeżyłem nawet kolektory wydechowe!

Następnego dnia, 27 marca, machnąłem dosyć ambitną trasę, korzystając z rewelacyjnej pogody. Zaplanowałem sobie trasę po nieznanych mi drogach niskiej kategorii, aby znaleźć jakieś nowe ciekawe miejsca.

Nie uniknąłem oczywiście koniecznych do pokonania oklepanych odcinków, ale cała trasa, licząca ponad 250km, wyszła całkiem schludnie i utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto zapuszczać się na nieznane mi drogi najniższych kategorii.

W niedzielę 28 marca było znacznie chłodniej, ale wyjechałem, aby dobić do tych licznikowych 200kkm. Kręciłem się blisko domu po autostradzie A1 i testowałem sposoby sfilmowania zegarów w tym kluczowym momencie. A ten nastąpił tuż przed godziną 18:00.

Udało się!

200 tysięcy km :).

Było to dla mnie nie lada przeżycie i w sumie niemałe osiągnięcie. Wynik ten jest efektem 13 lat jazdy. CBF-a pokazała mi w tym czasie wiele i zawdzięczam jej bardzo dużo wspomnień. Dlatego nawet jeśli zastąpię ją czymś innym, to w garażu nie zabraknie dla niej miejsca.

Przekroczenie 200 tys.km było też wisienką na torcie i zwieńczeniem mojej twórczości na YouTube :).

Ciekawe, jak długo jeszcze będę jeździł tym motocyklem… Dzielna krowa!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *