Moja radość z przygotowania motóra do sezonu była przedwczesna. Okazało się, że przy wymianie manetek zerwałem jedną linkę gazu – tą zamykającą. Na rolgazie zrobił się spory luz, który mocno utrudniał jazdę.
Od razu po zauważeniu problemu zamówiłem nowe linki. Przyszły paczką 28 lutego. Odebrałem je po pracy i bez zwłoki zabrałem się za wymianę. Rozbieranie po raz drugi połowy motocykla w przeciągu zaledwie tygodnia nie należało do najprzyjemniejszych zajęć, ale mus to mus… Zrzuciłem siedzenia, owiewki, bak, rozebrałem prawy przełącznik i… poległem! Dostęp do linek przy wtryskach był tak fatalny, że bez demontażu airboxa wymiana okazała się niemożliwa…

Poskładałem moto do kupy i wkurzony umówiłem sprzęta na wizytę u mechanika. Chociaż tyle dobrego, że załapałem się na ekspresowy termin – sprzęta podrzuciłem na naprawę w niedzielę 3 marca, a już następnego dnia odebrałem go z nowymi linkami.
Nie ma jednak róży bez kolców. Nowe linki całkowicie zasłaniały wskaźnik paliwa. Musiałem więc po raz kolejny rozebrać motocykl, aby nieco to poprawić… Ostatecznie i to się udało, więc chyba motór jest wreszcie gotowy do jazdy :).


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.