Pustych kilometrów” ciąg dalszy! 🙂

Wiosna zaszczyciła nas przeważnie idealną pogodą na motocykl. Padało z rzadka, temperatury utrzymywały się w zakresie 15-25 stopni. Dawno nie najeździłem się tyle motocyklem w tak przyjemnych warunkach, co w pierwszych miesiącach tego roku. Okres do końca kwietnia opisywałem, więc czas na maj :).

2 maja w sobotę wyskoczyłem sobie (poza trasą do pracy) na krótką przebieżkę za Żory w stronę Pszczyny i w Suszcu odbiłem w prawo, aby przebić się do DK81. Pogoda niestety się wtedy gwałtownie załamała i powrót do domu od Warszowic miałem w ulewie – przelało mnie do suchej nitki. Jeszcze tego dnia po południu sprzedała się Yamaha XJR1300 mojego ojca, którą na czas sprzedaży trzymałem u siebie w garażu. Kupił ją motocyklista z Czech, z Bohumina.

4 maja w poniedziałek, poza wyjazdem na moto do pracy, zajechałem do księgowej w Rydułtowach i odwiedziłem Browara w Suminie.

7 maja w czwartek po pracy, widząc piękną pogodę, wykonałem sobie małe kółko. Spod Amazona w Gliwicach przebiłem się do Sośnicowic i przez Bojszów i Ujazd zajechałem pod Kędzierzyn Koźle. Tam zapiąłem DK45 i przez wioski i pola zaleciałem aż do Krzyżanowic, omijając zakorkowany Racibórz.

Chciałem dojechać aż pod Chałupki, ale kończyło mi się paliwo, więc przez Syrynię i Wodzisław Śląski wróciłem do domu. Wpadło ok. 130km.

8 maja w piątek po pracy chciałem spróbować spotkać się z rodzicami, którzy po pandemicznych problemach z zarejestrowaniem nowego motocykla Taty (Honda NC750X), pierwszy raz w sezonie wybrali się na przejażdżkę i mieli jechać do Zabełkowa, pod czeską granicę. Zapiąłem w Gliwicach autostradę A1 i zjechałem z niej dopiero w Gorzyczkach. W Zabełkowie rodziców nie zastałem – okazało się, że pojechali zupełnie gdzie indziej, niespodzianka mi się nie udała. Wróciłem więc do domu po DK78 i nowym odcinkiem drogi regionalnej Racibórz – Żory – Pszczyna. Pół godziny po powrocie do domu, ok. 18:30, wsiadłem raz jeszcze na motocykl i pojechałem przez Pszczynę do Bierunia. Tam kolega z pracy chciał kupić Bandita 600 i poprosił mnie o pomoc w oględzinach maszyny. Ta, choć zmęczona życiem, okazała się być z jednego kawałka, a przy cenie zaledwie 4kzł – warta zakupu. Wydawszy taki werdykt wróciłem po swoich śladach ok. 21:00 do Rybnika i jeszcze zajrzałem do rodziców. W domu wylądowałem ok. 22:00. Nakręciłem jakieś 230km.

9 maja byłem w Kletnie pod zgliszczami Biker’s Choice – ale to opisywałem osobno – klik!
10 maja buszowaliśmy z Moniką i Oliwią w rzepaku – to również już opisałem 😉 – klik!

Kolejne dni były mniej produktywne przez gorszą pogodę. Odbiłem sobie to w niedzielę 17 maja. Umówiłem się na rajzę z kolegą Nazarejskim z forum Hoonda, który bardzo dużo jeździ i często wrzuca na forum propozycje dołączenia do swoich wycieczek.
Z domu wyjechałem przed 9:00 i w godzinę zajechałem na stację pod Chrzanowem, gdzie na 10:00 umówiliśmy się z Nazarem. Ten pojawił się nawet przed czasem. Krótkie przywitanie i bez owijania w bawełnę zaczęliśmy nawijać kilometry. Naprawdę szybko, dynamicznie i bezkompromisowo. Polecieliśmy po DW791 na Olkusz, dalej na Pilicę i Szczekociny. Za Szczekocinami skręciliśmy na Secemin, ale zbierająca się od dłuższej chwili granatowa chmura wreszcie popuściła. Zatrzymałem się na poboczu, aby ubrać membranę pod kurtkę. Nazar zatrzymał się również, zawrócił, podjechał i podjęliśmy szybką decyzję – nie jedziemy dalej, trzeba gdzieś przeczekać. Wróciliśmy do Szczekocin, gdzie schronienie znaleźliśmy na stacji benzynowej.

Wykonałem sobie tam kawę i gdy nawałnica przeszła, w kombinezonach przeciwdeszczowych pojechaliśmy dalej. Przez Secemin do Włoszczowej i dalej do Krasocina, gdzie zrobiliśmy postój na parkingu przy cmentarzu na kanapkę i regulację gospodarki płynów ustrojowych. Zdjąłem wtedy też kombinezon przeciwdeszczowy – pogoda była niepewna, ale chwilowo nie padało. Z Krasocina drogami niskiej kategorii zajechaliśmy pod Kielce i omijając je od południowej strony polecieliśmy przez Daleszyce i Dębno do Staszowa, gdzie zrobiliśmy kolejny postój na stacji paliw. Było już po 14:00. Drogi, którymi jechaliśmy dosyć często był brudne, zapylone. Ze dwa razy zainterweniował ABS w miejscach, w których zupełnie się tego nie spodziewałem.

Po uzupełnieniu paliwa ruszyliśmy przed siebie. Plan wycieczki Nazarejskiego kilka razy musieliśmy modyfikować z powodu pogody – na niebie czaiły się grube deszczowe chmury i jeśli droga prowadziła nas wprost w nawałnicę, zmienialiśmy kierunek i kluczyliśmy po drogach, które trudno nawet znaleźć na mapach. Dokładne odtworzenie przebiegu trasy jest więc nieco trudne, niemniej ogólny kierunek był już na południowy zachód, tj. na Kraków. Ominęliśmy od południa Busko Zdrój i przebiliśmy się do Proszowic trzymając się DK776.
W Proszowicach na stacji paliw ok. 15:30 wciągnęliśmy sobie po hot-dogu i zdecydowaliśmy o zakończeniu rajzy. Pogoda była dosyć chimeryczna, a w kołach już swoje mieliśmy. Z Proszowic przebiliśmy się do DK79, na którą wjechaliśmy w Wawrzeńczycach. Krajówka zaprowadziła nas w gęstym ruchu i remontach do autostradowej obwodnicy Krakowa. Na pożegnanie tylko machnęliśmy do siebie i rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Mi został nudny powrót autostradowy do domu, gdzie dotarłem ok. 17:40. Pękło 629km.

Dość?
Nie… 😉
Jeszcze po 18:00 wyskoczyłem przewietrzyć Iża, musiałem podrzucić coś Monice (rezydującej dalej u Mamy). Tam też dowiedziałem się przez telefon, że rodzice będą wracać z wycieczki na moplikach. Zajechałem więc od Moniki pod ich garaż, aby się przywitać i podpytać Ojca, jak mu się jeździ na nowym nabytku.

20 maja w środę pracę zaczynałem o 9:00. Za oknem od rana pogoda była zacna, więc wyjechałem z chaty ok. 7:00 i do roboty pojechałem bardzo naokoło – przez Racibórz, Polską Cerekiew, Reńską Wieś, Kędzierzyn Koźle i Sośnicowice – ot, taka pętelka rozruchowa na ok. 110km :). Słabą stroną tego wyjazdy był dojazd do Raciborza – remontowany i zakorkowany.

22 maja w piątek sytuacja z pogodą i czasem była podobna, więc po 7:00 wyjechałem w stronę Suminy, skąd chciałem dojechać do Kuźni Raciborskiej. Niestety trafiłem na jakiś objazd w Nędzy i musiałem zawrócić. Przejechałem przez Szymocice i Rudy do Sośnicowic. A że czasu miałem do 9:00 jeszcze trochę, to z Sośnicowic pojechałem przez Kozłów do DK88, która doprowadziła mnie do A1. Tam jeszcze mała pętelka pod Czekanów, zawrotka na węźle i już grzecznie udałem się do pracy.

24 maja odwiedzili mnie rodzice wracający z przejażdżki motocyklowej. Wyciągnąłem więc CBF i odprowadziłem ich pod garaż, gdy już zabierali się do domu :).

Kolejną poranną pętlę zrobiłem 27 maja. Tym razem pojechałem klasyczną drogą, jaką zwykle ganiamy do Smakosza (Rudy – Sośnicowice – Sierakowice) i dalej po DW408 dojechałem do Kotlarni. Tam odbiłem na Starą Kuźnię i piękną, pustą prostą przez las dojechałem do DK40 w rejonie Ujazdu. Nie chciało mi się jakoś bardzo kombinować, a droga była pusta, więc krajówką pociągnąłem do Pyskowic i dalej do Wieszowej. Czas pozwolił mi jeszcze na jazdę „pod prąd” na autostradzie A1 aż do Bytomia, gdzie zawróciłem i już spokojnie dojechałem do roboty. Kolejne 130km pękło.

29 maja postanowiłem spróbować drugi raz przejechać z rana przez Kuźnię Raciborską. Pojechałem przez Suminę i Górki Śląskie do Nędzy, gdzie zamknięty odcinek drogi (przebudowa mostu) udało mi się objechać bardzo krótkim objazdem. Także już bezproblemowo dotarłem do Kuźni Raciborskiej, z niej do Rud i dalej – aby nie ganiać znowu do Sośnicowic – skręciłem na Pilchowice i dojechałem do Knurowa. W Knurowie zapiąłem A1 i dojechałem do pracy.

No i tyle w maju! Czerwcowa włóczęga opisana jest osobno :).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.