Wszystko zaczęło się w poniedziałek 27 października. Przyjechaliśmy z Browarem do pracy (od początku października wylądowałem bowiem w pracy przy biurku naprzeciwko Browara ;)) i zanim rozpoczęliśmy cokolwiek, Paweł z głupia frant wszedł na mobile.de zobaczyć jakie XJRki stoją na sprzedaż… I rzuciła nam się w oczy XJR 1300 z lekko pokiereszowanym przodem, za zaledwie 2000e! Z transportem wychodziło to plus minus 8500zł…

Od tego momentu praca przestała istnieć, a cała nasza energia poszła w próbę przywiezienia tego sprzęta. Wydzwanialiśmy do wszystkich znajomych, członków rodziny i nawet nieznajomych, którzy mogliby mieć auto z hakiem lub małego busa do pożyczenia. Jednocześnie kombinowaliśmy nad kimś, kto byłby w stanie zadzwonić do Niemiec i dowiedzieć się kilku szczegółów o motocyklu, walczyliśmy nad zorganizowaniem kasy i dostaniem urlopu…

W czwartek 30 października już niemal wszystko było dograne – ruszać chcieliśmy następnego dnia w piątek – gdy nagle wszystko się „zesrało”. Na aukcji pojawił się opis, że motocykl został zarezerwowany, a jeden zaufany handlarz poinformował nas, że ten niemiecki komis handluje raczej niefajnym towarem…
Cztery dni wysiłków i napalania się poszło na marne. Cała para w gwizdek…
Siłą rozpędu jednak w niedzielę 2 listopada wlazłem na allegro, by rozejrzeć się, jaki jeszcze motocykl z minimum litrowym silnikiem byłby w zasięgu 8-9kzł… I tu historia zaczęła się naprawdę… Wypatrzyłem taką oto Hondę CB 1000 Big One za 8800zł:

W poniedziałek 3 listopada pokazałem w pracy Browarowi najpierw artykuł ze starego Świata Motocykli, w którym opisany był Big One, a potem znalezioną aukcję. Browarowi aż oczy wylazły na wierzch i bez owijania w bawełnę stwierdził, że maszyna jest piękna. Zaraz też zadzwonił do sprzedającego, by dowiedzieć się kilku szczegółów.
Okazało się, że oferta jest aktualna. Mankamentem sprzęta okazał się krzyczący o wymianę rozrząd, zaletą zaś w miarę pewna historia. Motocykl był od 10 lat w kraju, ciągle w rękach dwóch znajomych, którzy nawinęli nim w sumie 35tyś.km, z całego przebiegu…
Uzgodniliśmy ze sprzedającym, że we wtorek po pracy przyjedziemy sprzęta obejrzeć :).

4 listopada praca jakoś nie szła Browarowi. Do tego stopnia, że urwaliśmy się 10 minut przed 15:00 i dosiadłszy naszych sprzętów, pognaliśmy co fabryka na umówione miejsce w Katowicach.
Sprzedający pojawił się po kilku minutach od naszego przyjazdu i podprowadził nas pod swój garaż. I już po chwili oglądaliśmy pięknego Bog One’a…
Jeszce mi się to w życiu nie zdarzyło, by motocykl był tak idealny jak na zdjęciach z allegro. Fotki zazwyczaj zacierają drobne mankamenty, rysy, rdze i brud z zakamarków… A tutaj motocykl był wręcz wylizany – nawet pod gaźnikami, w zakamarkach, przy wahaczu… Można było z niego jeść ;).
Sprzedający okazał się również bardzo równym człowiekiem. Sam pokazywał nam różne drobiazgi, których byśmy nawet nie zauważyli i otwarcie zeznawał o wszystkim :).
Ponieważ pogoda była rewelacyjna, sprzedający przystał na propozycję wspólnej wyprawy do Boostera. Browar chciał, by sprzęta obejrzał Licha i ocenił, czy moto warte jest zainteresowania…

Po małym błądzeniu po Katowicach, wreszcie ok. 17:00 trafiliśmy do warsztatu :). Chłopaki jak zwykle profesjonalnie podeszli do sprawy – sprzęta na raz pod lupę wzięło aż trzech mechaników, przy okazji wymieniając (za friko) przednią żarówkę, która wzięła się była spaliła ;).
Werdykt Lichy ostudził jednak nasz zapał. Wykryte zostało uszkodzone łożysko główki ramy, oraz fakt, iż zbiornik paliwa był malowany. Wycena zaś niezbędnych czynności serwisowych przed następnym sezonem oscylowała na kwocie przekraczającej 1400zł…
Mając ten argument w ręce, po ciężkich targach, cenę motocykla zbiliśmy na kwotę 8250zł i… tyle. Browar umówił się na telefon po przemyśleniu sprawy i na tym sprawa się skończyła… Przynajmniej za skończoną ją traktowaliśmy, gdyż cena po targach była ciągle jednak za wysoka.

Los jednak chciał inaczej :).

W czwartek 6 listopada Browar w pracy powiedział mi, że właściciel Big One’a zadzwonił do niego z nową propozycją – odpuszczenia sprzęta za 8k.zł. Paweł znowu miał pozamiatane i robota mu nie szła, a po dłuższych rozważaniach wszystkich za i przeciw – zdecydował, że kupi tę maszynę :D.

D-day nastąpił dnia 7 listopada Anno Domini 2008.
Do roboty zajechaliśmy we dwóch na mojej CBFie, a po pracy o 15:30 wylądowaliśmy pod garażem sprzedającego.

Spisywanie papierków i sesyjka zdjęciowa zajęły nam sporo czasu, toteż w drogę powrotną ruszyliśmy dopiero po 17:00…
Ale to była jazda! 😀 Inauguracja pełną gębą! Ciemno, autostradka i 150-170km/h :D. A potem DK78 Gliwice-Rybnik i ostre wyprzedzanko ;). CB 1000 i młodsza siostra CBF 1000 ;). Żyć nie umierać!
Ni z gruchy tego dnia natrzaskaliśmy ponad 180km :). W Suminie wylądowaliśmy po 18:00. Na liczniku po powrocie miałem 28277km.

I tak oto niespodziewanie zakończyła się era poczciwego FZXa… Maszyny, która mimo zaawansowanego wieku 22 lat, podczas tak licznych wspólnych wypraw, zawsze szczęśliwie wracała o własnych siłach do domu.
Oby Big One okazał się godnym następcą!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.