I wreszcie doczekaliśmy się pogody! Ale jak zwykle trzeba trochę ponarzekać :P. Bo tu kurka albo deszcze, grady, huragany, tsunami, dinozaury i Godzilla, albo wręcz przeciwnie – słońce, upały, duchota, Sahara i Dolina Śmierci :P. Zero odcieni szarości!
No, ale grunt, że jakoś da się jeździć…

W niedziele 1 czerwca ugadaliśmy się z Browarem z samego rana na śmiganie. Po południu Browar jechał z Gosią w góry, a ja miałem trochę nauki, więc czas był ograniczony do ok. 12:00. Nie mogliśmy więc pojechać zbyt daleko…
Umówiliśmy się zatem, że pojedziemy do Sośnicowic na zjazd na A4, gdzie są dwa ciasne zakręty z dobrym asfaltem i tam pocykamy sobie parę fotek w stylu „Prawie jak Rossi” :).
Z Suminy, po małym tankowaniu FZXa paliwem z Punciaka :P, wystartowaliśmy ok. 9:45 i pognaliśmy przez Rudy w stronę Gliwic, gdzie wbiliśmy się na drogę dojazdową do A4 i zatrzymaliśmy na parkingu.
Na pierwszy ogień poszedł Browar :). Wyskoczyłem z kurtki, bo już w niej pływałem (było ze 25 stopni jak byk!), ustawiłem się przy winklu zakręcającym ciasno o 180 stopni, a Browar wystartował na swym motórze do pierwszej próby :).
Jak się można domyślać – spóźniłem się z migawką i dobre zdjęcie zrobiłem dopiero za trzecią próbą, gdy aparat już krzyczał o nowe baterie :]. Wróciłem więc na parking, Browar ucieszony podjechał sprawdzić, jak to też szura na zdjęciu podnóżkami po asfalcie i gdy fotkę zobaczył, totalnie się załamał ;). Cytuję:

– Ja pierd**le! Ale lama ze mnie! Nie no, spadam do domu oglądać teleranek, bo tylko do tego się nadaję!

😀
A tak to wyglądało…

Ponieważ baterie padły w aparacie, wróciliśmy się z naszych zakrętów na stację benzynową. Browar kupił tam sztrom do aparatu i mały wodopój, bo już umieraliśmy z pragnienia…
Wróciliśmy na winkle i Browar znowu wziął się do dzieła. Ale niestety specjalnie nie udało mu się poprawić efektu ;).

Za robotę zabrałem się więc ja :). Wiedziałem, że efektu lepszego nie osiągnę – już takie rozczarowanie zdjęciami z winkli przeżyłem na TDMie w Anglii :). Niestety na moto podczas jazdy wygląda to tak, że już ciągniesz cylindrami po asfalcie, a na zdjęciach wychodzi, jednym słowem, żenada… 😛
I jak się można było spodziewać zdjęcia z moich zakrętów są równię beznadziejne 😀

Widząc tak marne efekty, uznaliśmy, że trzeba poćwiczyć :]. Schowaliśmy aparat do kufra, wskoczyliśmy na motocykle i… zaczęliśmy jeździć po tych zakrętach tam i z powrotem :D. Bez mała kręciliśmy się tak z 25 min ;).
Pod koniec już doszliśmy nawet do niezgorszej wprawy ;). Wejście w zakręt odbywało się przy 100km/h, a w najlepszych przejazdach ciągnąłem po kilka sekund butem po asfalcie :). Zabrakło co prawda najlepszego „trofeum” w postaci rys na podnóżkach, ale też w gruncie rzeczy moja tylna opona nadaje się w pierwszej kolejności na śmietnik, a nie do schodzenia na kolano :P. Niemniej jednak – do zamknięcia jej brakło mi zaledwie kilku milimetrów…

Wróciliśmy na parking. Kolejnych zdjęć nie chciało nam się już robić – było za ciepło… Browar podbudował sobie morale widząc jak inni motocykliści pokonywali ten zakręt i już szczęśliwy stwierdził, że możemy wracać :). Machnęliśmy sobie więc jeszcze jedną fotę samowyzwalaczem i trochę „na około” – autostradą i drogą 925 przez Ornontowice i Bełk – wróciliśmy chwilę po 12:00 do domów.


19 czerwca pojechaliśmy na te winkle po raz drugi :). I tym razem już udało mi się zamknąć z lewej oponkę i przytrzeć lewym podnóżkiem :D. Wreszcie!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.