.: Moje przygody z motocyklami :.

Rybnik Party 33%

I kolejne spotkanko z serii Rybnik Party już za nami…
Tym razem brałem bezpośredni udział w organizacji zlotu, więc trochę się najeździłem na Kotwicę, żeby pozałatwiać domki i wszystko dopiąć na ostatni guzik :).
Tak się złożyło, że ludzie skupieni wokół Śląskiego Forum Motocyklistów podpatrzyli, że organizujemy zlot i postanowili połączyć swoją imprezę z naszą – z 4um Ogólnopolskiego.
Zrobiło się zatem nagle mnóstwo ludzi, a domków było ciut mało i nie dało się zamówić więcej… No, ale w sumie nie od wczoraj wszystkim chętnym zlotowiczom było wiadomo, że Rybnik Party to nie spotkanko kółka różańcowego, więc na niewygody ludzie byli raczej nastawieni…
Termin imprezy przypadł dla mnie fatalnie. Weekend 8-9 października. W niedziele 9 października musiałem wstać o 5:00 rano i o 6:00 stawić się w lokalu wyborczym jako członek komisji – wybory prezydenckie mieliśmy :|. Samo życie…
W sobotę 8 października dogadałem się z bratem, który wyraził chęć pojawienia się na zlocie, że podjedziemy razem na miejsce zbiórki. Brat pożyczył tylko Vulcana od ojca i już około 15:30 staliśmy razem pod Szpilą, w oczekiwaniu na ekipę :).
Pierwszy pojawił się kolega Browar na FZXie, ale na resztę zlotowiczów czekaliśmy jeszcze chyba 20 minut, nim dokulała się do nas z Gliwic :).
Na szybko zacząłem z Tubą zbierać od ludzi kasę na domki i w tzw. międzyczasie przykulało się też forum śląskie… Było nas do cholery i ciut, ciut!!!
Kiedy kasa wreszcie została uzbierana – ruszyliśmy pacyfikować Real :). Tzn. kolumnę zjebów poprowadził brat, a my z Tubą, jako organizatorzy, pojechaliśmy zapłacić za domki (do 16:00 miały być opłacone).
Po załatwieniu formalności w ośrodku, wróciliśmy do Reala :).

Zakupy

Tam już były wielkie zakupy w toku – parking został zatarasowany – aż się nas Ochrona czepiała o udrożnienie przejazdu ;).
Wreszcie, gdy już wszyscy kupili co trzeba – ruszyliśmy na kotwicę :).
Kolumnę prowadziłem ja, co było bardzo przyjemnym w sumie przeżyciem :D.
Gdy dojechaliśmy na miejsce nastąpiło rytualne parkowanie sprzętów i zrobił się jak zwykle totalny bajzel… Trochę zamieszała się sytuacja z domkami i ludźmi ze śląskiego forum, ale dosyć szybko udało nam się z problemami uporać.

Jeden z wykupionych domków.

Ognisko rozpaliliśmy przed największym wykupionym domkiem. Z ogniskiem też były jajca, gdyż drewno jakie nam wcisnęli, okazało się zwykłymi, pociętymi na małe kawałki podkładami kolejowymi :|. Gdy się to paliło – smród był nie do wytrzymania…
Na szczęście było też trochę normalnego drewna, więc dało się przeżyć. Ale i tak ognisko paliło się nad wyraz kiepsko… 😐

Zadzwońcie po strażaków ;]

Bardzo ucieszyłem się, gdy zobaczyłem Delfiego :). Przyjechał na swoim wyremontowanym Transalpie :). Nie widziałem Delfika od wypadku z września 2004… 😐

No i jak zwykle klimacik rybnickich zlotów był zachowany… Pifko się lało, ludzie bawili się w najlepsze, same zadowolone, uśmiechnięte gęby naokoło, no i te zaparkowane wszędzie motocykle… 🙂
Oczywiście Astarte i Amazonka dawały czadu jak na ostatnim zlocie, PGR & Cotlet i ekipa śpiewali… Nie zabrakło wśród przybyłych Krasnala, Brody, Pipcyka, Redwatera, Bahamy, Gadgeta, Browarnego… Naprawdę żałowałem, że będę musiał zlotowisko szybko opuścić…
Ze swojej strony, jako jeden z niewielu trzeźwych, nie bawiłem się na pełny gwizdek, ale kilka głupot mam na swoim koncie… 😛 Np. włażenie do domku przez balkon ;).

Przed 21:00 jeden ze zlotowiczów nie wytrzymał i zjarał lacza na ganku przed domkiem :).

To pociągnęło za sobą reakcję łańcuchową i za chwilkę ustawiła się do tej samej czynności kolejka motocykli ;). Oj, dymu było naprawdę sporo :P. Mało było w sumie widać ;).

Pipcyk w akcji ;).

Niestety zaraz po paleniu laczy zwiałem do domu… Wybory mnie przyciskały – w domu musiałem się wykąpać, ogolić i wyspać… :(.
Ale z tego co słyszałem – działo się tam jeszcze naprawdę dużo… Dość powiedzieć, że impreza kręciła się momentami w proszkowym dymie gaśnic wyniesionych z domków, czy fakt przyjazdu straży pożarnej! (Jak się później okazało w czasie trwania zlotu, na terenie ośrodka utopił się w zalewie jakiś miejscowy mężczyzna, a straż pożarna przyjechała by spróbować go odszukać….)
Nie zmienia to jednak faktu, że Rybnik Party 33% jest już historią… Żałuję, że tak małym epizodem jest mój udział w tym spotkaniu, ale co zrobić… Odbiję sobie następnym razem – na wiosnę roku 2006!!! :D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.