12 maja 2004 roku na mojej Polibudzie w Gliwicach odbył się Dzień Sportu. Niby nic ciekawego – impreza taka odbywa się rok rocznie jak nakazuje tradycja, a więc nie jest niczym sensacyjnym.
W tym roku była jednak dosyć wyjątkowa. A to za sprawą faktu, że wśród wielu oklepanych już konkurencji sprawnościowych, konkursów i pokazów, pojawiła się zupełnie nowa atrakcja, nigdy wcześniej nie organizowana – I Zlot Motocyklowy Studentów Politechniki Śląskiej. Oczywiście nie mogło mnie na takiej imprezie zabraknąć…
Niestety WSKę znowu coś bolało, a konkretnie w dalszym ciągu przedni bęben hamulcowy, toteż musiałem wsiąść na „konia roboczego” – tj. MonZtera 😉 i pojechać na nim.
O 9:15 byłem umówiony z pozostałymi klubowiczami na parkingu koło Wydziału Architektury w Gliwicach. Przyjechałem tam 5 minut przed czasem – już stało kilka motocykli i pierwszą moją myślą było: „Kurde, dużo nas!”.
Jak się okazało, było to jeszcze nic. Ludzie zjeżdżali się jeszcze do mniej więcej godziny 10:00 i wyszła z tego całkiem pokaźna liczba maszyn – moje „dużo nas” urosło do: „do cholery nas i ciut ciut :)”. Z całą pewnością było tego 25, jeśli nie więcej maszyn :).
Jakoś około tej 10:00 Kuba zapowiedział wyjazd. Wszyscy odpalili swoje maszyny, po czym ustawiliśmy się w kolumnę i pojechaliśmy w miasto.
Oczywiście trzeba było odpowiednio zaakcentować swoją obecność na ulicy, toteż przez całą niemal trasę przejazdu trąbiliśmy ile dusza komu zapragnęła. Gliwiczanie chyba nas więc nawet widzieli… a jeśli nie, to na pewno słyszeli ;).
Potem dostojnie (z ryczącymi silnikami i klaksonami) wjechaliśmy na „zlotowisko”. Miejsce nie było imponujące, gdyż ograniczało się do wąskiej drogi dojazdowej do Hali Sportowej, ale narzekać nie można było. Zaraz po przyjeździe of korz odbyło się rytualne palenie lacza (nie jednego ;)), po czym potulnie już zaparkowaliśmy swoje maszyny na „pobocze” tej ścieżki. Od razu zwaliła się na nas cała armia tubylców :P, którzy przyglądali się nam jak kosmitom i oglądali nasze maszyny.
Potem zaczęła się organizacja właściwej części imprezy – tj. konkursów sprawnościowych.
Zaczęło się od slalomu. Cztery pachołki, jazda tam i z powrotem. Tutaj udało mi się wykręcić drugi czas i zainkasowałem całe 8 pkt ;). Zabawa była przednia. Mnóstwo przyglądających się ludzi, przyjemna, niemal rodzinna atmosfera.
Niestety nie obyło się bez wywrotki w tej konkurencji. Jeden z nieznanych mi motocyklistów na Yamaszce zaliczył glebę podczas nawrotu na slalomie. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że nawrót akurat umiejscowił się koło sporej kałuży, co nie dawało najlepszej przyczepności oponom.
Rezultat?
Złamana klamka przedniego hamulca i lusterko. Jeździec spieniony ze złości, ale cały.
Kolejną konkurencją była powolna jazda. Należało pewien dystans przejechać w jak najdłuższym czasie.
Tutaj ludzie pokazali na co ich stać i najlepsze czasy były po 44 sekundy. Ja zrobiłem tylko 25 sek… Jedynie 2 pkt za tą konkurencję ;).
Ostatnią próbą naszych umiejętności było pchanie beczki. Początkowo mieliśmy złą beczkę – była zbyt miękka, więc po dwóch przejazdach nie nadawała się już do niczego. Nie chciała się toczyć…
Ale potem Kuba zorganizował beczkę po piwie (niech żyje nam towarzysz Prezes! :P) i już można było bawić się dalej.
Dla mnie przejazd nie był zbyt udany. Najpierw żarło niesamowicie. Ale potem zdechło – beczka skręciła i zaliczyła pobocze. Zanim cofnąłem motocykl, ustawiłem się właściwie i dopchałem te cholerę na miejsce, minęło sporo cennego czasu…
Wykręciłem tylko 22 sekundy. Gdyby beczka nie skręciła, byłoby poniżej 10 sekund chyba :D. Otrzymałem za tą konkurencję 3 pkt ;).
W rezultacie z wynikiem 13 pkt. niespodziewanie wylądowałem na miejscu trzecim. Drugie miejsce zajął Łukasz (bliźniak na Hondzie) z 15 pkt., a pierwsze motocyklista na XJ 600 z 25 pkt.
Jako nagrodę otrzymałem talon na żarełko :D.
Potem już wszyscy się porozjeżdżali. Ja do domku skulałem się razem ze zwycięzcą, który również jechał na Rybnik.
Generalnie zlot uważam za udany. Mamy przetarty szlak – na przyszły rok może być już tylko lepiej. I już się kolejnego takiego zlotu doczekać nie mogę :).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.