.: Moje przygody z motocyklami :.

TDM850: Kalendarium (1)



Menu:

Strona główna
Nowości
Motocykle
Wyjazdy
Warsztat
Galeria
Autor

| 1 | 2 | 3 |

Słowem wstępu...
...znowu nie mam pojęcia, jak to się stało, że kupiłem taki motocykl! TDMka jest brzydka jak tyłek pawiana, nigdy mi się nie podobała! Nawet zważywszy na fakt, iż rok czasu z okładem na różnych wyjazdach na TDMkę się napatrzyłem - w końcu Marian na takiej bryce śmiga - to mimo wszystko jakoś nie mogłem się do jej wyglądu i brzmienia przekonać...
Ale wyszło jak wyszło. W dzień zakupu moto (miała to być Honda VFR750!) pierwszy raz zobaczyłem TDM850 brata, zostałem na niej przewieziony w charakterze pasażera i tak jakoś inaczej już na ten motocykl spojrzałem. Chyba wyrastam z patrzenia na motocykle przez pryzmat wyglądu, na rzecz ergonomii, prowadzenia, wygody, właściwości trakcyjnych...
Fakt, iż w salonie, w którym stała VFR, po którą jechałem, znalazła się też TDMka - to już był czysty przypadek...

wakacje 2006 - dlaczego w ogóle zmieniłem motocykl?
Podczas wakacji 2006 roku i mojego pobytu na Wyspach Brytyjskich przeżyłem w zasadzie niegroźny wypadek na motocyklu. Kobitka wyjechała mi z podporządkowanej i trochę popsuła mi sprzęta - nieodżałowaną Hondę CB750.
Ponieważ wina była ewidentnie kobitki, dostałem całkiem pokaźne odszkodowanie za straty w sprzęcie. Po powrocie zaś do Polski trafiła mi się okazja sprzedaży motocykla w stanie powypadkowym - co w sumie z odszkodowaniem dawało mi sumę pieniędzy, jaką rok wcześniej przeznaczyłem na zakup Sevenki... Rachunek był prosty - sentyment na bok, moto poszło... I tak zacząłem szukać czegoś nowego...

pierwsza połowa września 2006 - wybór modelu nowego motóra
Pierwszą myślą było - "Odkupię sobie CB!" Mógłbym wyhaczyć w zasadzie młodszą o dwa lata sztukę za takie pieniądze, którymi dysponowałem.


Papierowa TDMka :).

Ale potem doszedłem do wniosku, że każdą jedną Sevenkę będę porównywał do poprzedniej i... mogę się rozczarować, patrzyć na nową przez pryzmat starej. A to nie wróżyło nic dobrego.
Wybór padł zatem tak jakoś dziwnie na Hondę VFR750. Fura taka od niepamiętnych czasów mi się podobała, jako jedyny plastik na rynku. Na Yamahę XJR1300 nie było mnie stać, choć taki właśnie motocykl najbardziej mnie kusił... ;)
Wygrzebałem w necie dwie oferty VFRek stojących w Warszawie i przy wielkiej pomocy brata oraz Agghii z 4um Motocyklistów dowiedziałem się czegoś na odległość na temat tych egzemplarzy. Dzięki temu mogłem podjąć decyzję o wycieczce do Stolicy...

23 września 2006 - zakup motóra!
Wsiadłem w pociąg o 7:00 rano w Katowicach i przed 10:00 byłem w Wawie. Brat mnie odebrał z dworca i pojechaliśmy po jego motocykl (zawiasem mówiąc świeżo kupioną Yamahę TDM850 '97). Potem skoczyliśmy jeszcze po Agghię z 4um i we trójkę, na dwóch sprzętach podjechaliśmy do "salonu" Moto Motion.
Już po chwili wyturlała się "moja" VFRka. Silnik pochodził, karnąłem się i git. Pokazali mi jeszcze inną VFR - dużo młodszą, na wtrysku. Też się bryknąłem i miałem teraz wybrać jedną z nich... :| Ale jakoś tak mi nie spasowała pozycja za kierownicą VFR. Pierwszy raz na niej siedziałem i jakoś tak mi to jednak nie podeszło...
Ale stała sobie obok też TDMka 850 z wymalowaną ceną 15kzł na owiewce. Czarna jak noc, z ładującym sie akumulatorem ;). Poprosiłem o jazdę próbną na niej i już po chwili pierwszy raz na bryce jechałem...
Po wcześniejszej przejażdżce na VFR jedno wrażenie - muł! To nie jedzie! Ale w zasadzie poza tym, reszta w TDMie była zdecydowanie dla mnie lepsza... Prowadzenie, wygoda, oraz ogólne przeznaczenie moto - dużo bliżej TDMce do turystyka niż VFR... No więc po małych negocjacjach cenowych zdecydowłem się, że biorę...


Maszyny - moja i brata. Francuskie tablice :).

Początkowo miało być za 14kzł + pełny bak dla mnie, ale okazało się, że prędkościomierz w moto nie działa. Mechanicy przez przeszło godzinę próbowali przywrócić go do życia, ale z żadnym skutkiem... W tym układzie dostałem rabat jeszcze na 500zł i w ten sposób nabyłem Yamahę TDM z roku 2001 za 13,5kzł :).
Na liczniku przebieg malutki - 15514km. Co prawda podnóżki i manetki wyglądają na duużo więcej, ale z kolei tarcze hamulcowe wyglądają na właśnie tyle... Pewne jest tylko to, że nikt w Polsce z przebiegiem nie kombinował, bo jest on udokumentowany we francuskich papierach. Nie wiadomo tylko jak długo francuski właściciel męczył machinę z uszkodzonym prędkościomierzem...
Moto niestety po szlifie. Odmalowane, akcesoryjne kierunki itd. Ale podczas prób reanimacji prędkościomierza, połowa motocykla została przy mnie rozebrana, co dało mi nieco lepszy wgląd w istotę sprawy ;). No i wygląda na to, że przygody tej TDMki nie były zbyt drastyczne...
Enyłej - jakoś dopiero około 17:00 ruszyliśmy z bratem w drogę do domu. W trasie motór spisał się rewelacyjnie :). Zeżarł przy prędkości 130-140km/h zaledwie 4,8l/100km, więc wypaśnie mało :D. Trochę musiałem pokręcić światłami jak przyszły nocne ciemności, bo świeciły w podłogę, ale potem już było względnie :).
W stosunku do Sevenki TDM jest dużo mniej niestety elastyczna. Trzeba się nieźle namachać biegami, które są niesamowicie wręcz długie. W mieście o piątym biegu można zapomnieć, a w praktyce często o nim w ogóle zapominam. Jest bardzo wyraźnie nadbiegiem - między 4 a 5 biegiem obroty spadają naprawdę konkretnie...
Silnik oddaje też zupełnie inaczej moc. W dolnych zakresach dodanie gazu powoduje silne wibracje i klekotanie zaworów - rzecz wręcz obca Sevence. Silnik ciągnie jednak od samego dołu i do tego ciągnie liniowo. Oddawanie mocy i momentu obrotowego w TDM to czysta funkcja y=ax. W CB wraz z obrotami przychodził wzrost mocy, silnik zaczynał ciągnąć coraz potężniej, a tu nie ma czegoś takiego. Odkręcisz do oporu przy 3 tyś.obr - moto z miejsca dostanie potężnego kopa, jednakże takie typowe dla wielu innych motocykli "doładowanie" nie przychodzi wraz z obrotami. TDM do końca obrotka idzie tak samo, bez skoków mocy i momentu... Poniekąd to rozczarowuje - człowiek jednak się z przyzwyczajenia spodziewa, iż wraz ze wspinaczką wskazówki po tarczy obrotomierza, rączki na kierownicy zaczną się nieco wydłużać... ;) A tu nic... No ale cóż, cos za coś. Bo z drugiej strony nie ważne jakie masz obroty (byle ponad te magiczne 3tyś.obr), odkręcenie gazu powoduje, że TDMa idzie jak dziki tur, a na gębę spływa uśmiech satysfakcji :).
Ale dość odczuć, kalendarium czas zacząć!

24 września 2006 - pierwsze jazdy i zegary
Rano z bratem przykulaliśmy nasze sprzęty pod blok i pochwaliliśmy się nimi rodzicom :). Potem podjechaliśmy do Stodół, gdzie umówiliśmy się z Marianem. On również chciał zobaczyć nasz nowe nabytki :).
Po południu wróciliśmy pod blok i zabraliśmy się za majstrowanie przy sprzętach. Ja rozkręciłem zegary, a brat czyścił TDMke i naprawiał kierunek, który mu walnął jak wracaliśmy z Wawy.
Zegary wyglądają na uszkodzone. Poprosiłem więc Piotrka (który studiuje elektronikę), żeby się im bliżej przyjrzał. Zabrał je więc do domu, a ja złożyłem brykę bez liczników i odstwiłem moto do garażu. Ale się ciulato jeździ bez budzików!


Dziura po zegarach.


25 września 2006 - rejestracja
Dzis z bratem zarejestrowaliśmy nasze sprzęty :). No i fajnie się zgrało - ja mam tablice SR 1337, a brat SR 1338 :). No to teraz już można śmigać legalnie ;).

29 września 2006 - próby reanimacji budzików
Przez te kilka dni z Piotrem wieczorami kombinowaliśmy nad naprawą zegarów. Wymieniliśmy jedną diodę krzemową, pomierzyliśmy wszystkie elementy i... nic. Qrde, oby to nie był procesor, bo wtedy kupa wielka...


Rozbebeszone zegary.

Jest też podejrzenie, że szlag trafił impulsator, ale nie mam za bardzo pomysłu jak go sprawdzić :).

10 października 2006 - zegary u Lichy
Dzisiaj z Marianem (który nota bene dwa dni wcześniej kupił Yamahę TDM900 '02r ;)) pojechaliśmy do Katowic, do serwisu Booster, gdzie pracuje niejaki Licha - sztukmistrz od TDMek i generalnie mechanik, o którym krążą bardzo pochlebne opinie. Marian chciał się pochwalić swoim nabytkiem, a ja zapytać o możliwość naprawy budzików.
Licha wziął moją TDMkę na warsztat i sprawdził sprawność impulsatora. Magnes okazał się nieuszkodzony, a miernik wykazał, że impulsy dochodzą do kostki, pod którą podpina się zegary. Czyli nie ma bata - te ostatnie są uszkodzone. Zostawiłem więc liczniki, aby zajął się nimi ktoś, kto zna się trochę na elektronice i... tyle. Wróciliśmy z Marianem do domów.
Szacunkowo Yamaszka ma już nakulane przeszło 900km u mnie. Zliczam skrupulatnie każdy wyjazd i sumuję przebieg ;).


Yamaszka i koleżanka Ela :).


14-15 października 2006 - Rybnik Party 0.5l Edition
No i w weekend odbył się kolejny zlot z serii Rybnik Party. Motorek troche pomęczyłem, ale mi się nie dał :).



Opis zlotu wkrótce na stronie!

17 października 2006 - żarówki VisionPlus
Ponieważ strasznie ciulato świecą mi światła w TDM, postanowiłem szarpnąć się na żarówki Philipsa VisionPlus, które mają dawać niby dodatkowe 50% światła. Już je dostałem paczką i wkrótce zainstaluje. Ciekawe co to warte...

20 października 2006 - stelaże
Dzisiaj na allegro wygrałem stelaże pod kufry do TDM. Nie wiem tylko, czy podejdą do mojej machiny, bo pierwotnie były zainstalowane w TDM 3VD, czyli starszej generacji. Nie wiem, czy zadupek będzie taki sam...



Poza tym nie wiem, czy to Hepco & Becker. Wygląda pozornie że tak, ale do końca przekonany nie jestem. Na fotkach mało widać - trochę to wygląda jak kwasówka nie chrom. Może ktoś dorobił sobie te stelaże na wzór H&B? Zobaczymy jak przyjdą...
Moto ma natrzaskane już szacunkowo 1150km.

22 października 2006 - bajzel, olej
Dzisiaj pojechaliśmy sobie na bajzel do Chorzowa na którym udało mi się upolować Motula 5100 do TDMki. Jeszcze tylko filterki, świeczki i będzie gut.
Spotkałem Lichę, ale zegary jeszcze nie zostały naprawione, więc kicha.

25 października 2006 - stelaże założone, żarówki, gleba
Wczoraj dostałem stelaże pocztą, więc dziś już odwiedziłem garaż, by je zainstalować :). No i wszystko pięknie podeszło, jak powinno :). Co prawda przykręcenie dwóch najważniejszych śrub, to była rzeźnia do kwadratu, ale w końcu się udało.



Żarówki, które kupiłem, nie nadają się do mojej TDMKi. Przede wszystkim dlatego, że w moto jest kompletnie inny typ żarówek ;). Kupiłem H4, a w lampie, jak się okazało, jest jedna H1 i druga H3... Qrde, co za maszyna :|.
No nic. Głupi kupuje dwa razy!
A dziś zaliczyłem niegroźną glebę w Gliwicach. Przy włączaniu się do ruchu przez nieuwagę uderzyłem przednim kołem w poprzedzający samochód i moto mi glebnęło na bok. Auto w żaden sposób nie ucierpiało, a ja mam porysowaną owiewkę. Fuck!



29 października 2006 - Kletno
Wczoraj byliśmy z Marianem na wycieczce w Kletnie. Natrzaskaliśmy (wg licznika Mariana) 570km. Moto spisało się rewelacyjnie :). Z wyliczeń wynika, że zrobiłem już TDMką 2150km :).
Więcej o tej wycieczce w dziale Wyjazdy.


| 1 | 2 | 3 |


Copyright (c) by zbyhu