.: Moje przygody z motocyklami :.

Skandynawia

Dzień 4 – 22.06.2005 r.

Jak zwykle podnieśliśmy tyłki przed 8:00. Zjedzenie śniadania i spakowanie obozu zajęło nam ponad półtorej godziny i około 9:30 wyjechaliśmy z lasu.
Podjechaliśmy tylko na stację benzynową zatankować po korki i… ruszyliśmy do Szwecji!
Przejazd był dla mnie sporym przeżyciem. Najpierw droga prowadziła bardzo długim prostym tunelem :). Aż szukałem tego przysłowiowego światełka na końcu :). Wewnątrz tunelu było cieplutkie powietrze, ładne oświetlenie… Naprawdę, jazda tamtędy sprawiła mi niesamowitą przyjemność – to było coś fantastycznego :).
Gdy wykulaliśmy się z tunelu, to wpadliśmy prosto już na most. Krzychu mimo że prowadził, chwycił za aparat i zrobił kilka fotek :).

To było również niezapomniane przeżycie. Z lewej woda, z prawej woda, a most prawie po horyzont :).
Najbardziej rozczuliła mnie jednak sama końcówka mostu. Już widać było bramki, przy których należało uregulować należność za przejazd, a jakieś 300m przed nimi – cały rząd znaków „Zakaz zawracania” ;). Widać już byli tacy bohaterowie, którzy tego próbowali :P.
Po zapłaceniu, wjechaliśmy do Malmo i około 11:00 zatrzymaliśmy się na parkingu.

Byliśmy wreszcie w Szwecji 🙂
Zajechaliśmy na chwilę na stację benzynową, aby wykonać drobny serwis motocykli (olej, smarowanie i napinanie łańcuchów), po czym postanowiliśmy skoczyć pomoczyć nogi w Bałtyku :). Zatrzymaliśmy się więc w Bjar Red. Motocykle zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy na plażę.
No tego mi było trzeba :). Tyle czasu nie byłem nad morzem… Choć klimat nie ten, co nad polskim wybrzeżem, to jednak nie było na co narzekać ;).
Na naszej plaży było bardzo długie molo, z którego znowu dobrze widać było most, którym przyjechaliśmy.

Molo zwędrowaliśmy całe, a potem każdy pomoczył sobie nogi w wodzie :). Na kąpanie było ciut jednak za chłodno…
Około 13:30 wróciliśmy na parking do motocykli i od razu w tym samym miejscu zrobiliśmy sobie obiadek.
Po jedzeniu, około 14:30, pełni energii ruszyliśmy dalej w kierunku miejscowości Svalov, gdzie Krzychu miał znajomego Szweda. Przed wyjazdem ów znajomy (również motocyklista) obiecał mailowo Krzychowi pracę na 1-2 dni :).
Przed godziną 16:00 już byliśmy na miejscu. Jednak nasz Szwed (którego imię brzmiało po prostu Bo) mógł podjechać do nas dopiero po 17:00, więc mieliśmy przeszło godzinę wolnego czasu. Postanowiliśmy więc zacząć wreszcie rozglądać się za pracą.
Zaczęliśmy jeździć po najbliższej okolicy pytając od drzwi do drzwi o robotę. W jednym miejscu zatrzymaliśmy się na chwilę przy pięknym, zabytkowym wiatraku.

Obok było jakieś gospodarstwo, po którym starszy koleś szalał kosiarką do trawy. Krzychu zahaczył go o pracę i zanim zorientowałem się co jest grane, już targowali się o stawkę od godziny :).
No i dostaliśmy na blisko trzy godziny robotę :). Niby nic, ale na jedno tankowanie z górką wystarczyło :).
Gdy skończyliśmy pracować, wróciliśmy do centrum Svalov. Zawiadomiony smutasem przez Krzyśka Bo podjechał po chwili do nas na swojej VTRce :). Zamieniliśmy z nim kilka słów, po czym Bo poprowadził nas do swojego domu.
Motocykle wylądowały w garażu, a my dostaliśmy osobny pokój na własny użytek z dwoma łóżkami :). To dopiero był luksus!
Wieczorkiem Bo poczęstował nas kolacją i piwem, pozwolił skorzystać z prysznica i telefonu… No po prostu bajka :).
Posiedzieliśmy z nim do późnego wieczora rozmawiając sobie po angielskiemu :). Kaleczyliśmy język okrutnie, ale dogadać się dało ;). Bo pokazał nam też, co mieliśmy dla niego następnego dnia zrobić, po czym – już grubo po północy – poszliśmy spać.
Przekroczyłem dzisiaj 50 tyś km. Licznik pokazał 50064km :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.