.: Moje przygody z motocyklami :.

Skandynawia

Dzień 49 – 6.08.2005 r.

Tego dnia wstaliśmy wyjątkowo późno, bo dopiero o 9:40. W nocy było przeraźliwie zimno. Spokojnie mogę napisać, że była to najzimniejsza noc ze wszystkich, jakie przegoniliśmy do tamtej pory podczas wyprawy.
Po śniadaniu i zwinięciu obozu – ruszyliśmy w dalszą drogę ku granicy Norwesko-Szwedzkiej.
Po dotarciu do miasteczka Gol, w centrum znaleźliśmy budkę telefoniczną, z której zadzwoniliśmy do Skepplandy, do naszej szklarni. Chcieliśmy się dowiedzieć, czy możemy tam wrócić…
Ponieważ nie za bardzo udało nam się dogadać przez telefon, postanowiliśmy że i tak pojedziemy prosto do szklarni i dowiemy się czegoś na miejscu. Zawsze przecież mieliśmy tam też Yesyesa ;).
Korzystając z postoju, zanim ruszyliśmy w dalszą drogę, nasmarowaliśmy sobie łańcuchy.
Po tej czynności, pomknęliśmy drogą nr 50. W Nasbyen jednak skręciliśmy na boczne drogi, aby przebić się do Rotberga i trasy nr 40. Wydawała nam się bowiem ona dużo ciekawsza, a odległości były bardzo zbliżone.
Kiedy już byliśmy na drodze nr 40, pomknęliśmy do znanego już nam Kongsberga. Po drodze jednak, około 15:00, na jednym parkingu postanowiliśmy zatrzymać się na obiadek. Hamując na parkingu, nagle coś dziwnie zacharczało w Suzi, ale nie bardzo byłem w stanie dojść co…
Na parkingu były fajowe ławeczki i stoły, więc przeciągnęliśmy sobie jeden „zestaw” pod drzewo (troche padało) i ugotowaliśmy obiadek.
Pokrzepieni, pełni nowych sił, pomknęliśmy dalej. Dotarliśmy do Kongsberga, skąd już znaną nam trasą dobrnęliśmy do Drammen. Tam jednak skierowaliśmy się na południe, aby nie pchać się przez Oslo i nową drogą dobić do autostrady E18.
Nowa droga biegła na odcinku 7km przez tunel, przebiegający pod wodą. Okazał się płatny dla wszystkich pojazdów, prócz motocykli :D. Nie ma to jak dwa kółka ;). Zresztą w Szwecji było tak wszędzie. Niemal wszystko co płatne, dla motocykli było darmowe :).
Na E18 wróciliśmy w okolicach miejscowości Drobak i – wreszcie nieco szybciej – pognaliśmy ku granicy.
Około 19:00 dojechaliśmy wreszcie do Svinesund. Koło się zamknęło. Bogatsi we wspomnienia i doświadczenia byliśmy w tym samym miejscu, w którym pełni optymizmu wjeżdżaliśmy na tereny Norwegii…

Tak mniej więcej wyglądała nasza wycieczka po Norwegii :).

Podjechaliśmy do sklepiku z pamiątkami, który odwiedziliśmy tydzień wcześniej, jednak okazał się już zamknięty. A ponieważ pamiątki jednak chcieliśmy jakieś mieć, więc postanowiliśmy przenocować na granicy.
Poszukiwanie noclegu trwało dosyć długo. Może wydłużyło je znalezienie przez nas krzaków z ogromnymi malinami, od których nie sposób po prostu było się oderwać… 😉
Jeżdżąc między różnymi dziurami, nagle Krzychowi znowu urwała się linka sprzęgła. Ta sama, którą naprawialiśmy. Ale stało się to dokładnie koło miejsca, przy którym znaleźliśmy kawałek ziemi pod nasz namiot, więc tragedii nie było.
Po chwili ja więc już rozkładałem namiot, a Krzychu wymieniał linkę, którą dużo wcześniej przysłała mu z Polski jego dziewczyna :). O 21:00 oboje byliśmy gotowi do kolacji…
Stan licznika po dzisiejszym dniu: 53204km.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.