.: Moje przygody z motocyklami :.

Rumunia

Dzień 5 – 5 czerwca 2013 r.

I nastał ostatni dzień wyprawy. Czas leci zdecydowanie za szybko, gdy jeszcze skraca się wyjazd o 2 dni :P.
Pobudka odbyła się o 5:00 rano. Sprawnie spakowaliśmy się, zjedliśmy śniadanie i nie zwlekając ruszyliśmy w drogę.

Pojechaliśmy zgodnie z tym, co nam powiedział właściciel kempingu. I faktycznie znaleźliśmy drogę, o której mówił. I faktycznie była ona genialna. Bardzo kręta, miejscami biegnąca przez pastwiska pełne koni, owiec i bydła. Asfalt zupełnie równy i przyczepny. Paluszki lizać!

Tym samym paradoks Rumunii się dopełnił. Potrafiliśmy jechać po drogach teoretycznie najwyższej kategorii, które nie miały asfaltu i przypominały księżyc, a tutaj trafiliśmy na drogę najniższej kategorii, na której, przy odrobinie samozaparcia, dałoby się pozamykać opony :).
Odcinek ten był dla nas ostatnim urokliwym rumuńskim drogowym prezentem. Po dojeździe do Alesd wróciliśmy na trasę, którą kilka dni temu jechaliśmy w przeciwnym kierunku z przejścia granicznego.
Nasza powrotna trasa biegła po tych samych drogach, którymi do Rumunii dojechaliśmy. Były więc Węgry, pełne nudnych prostych, potem rozkopana Słowacja.

Po drodze, stosunkowo wcześnie, bo już po 11:00, zatrzymaliśmy się na szybki obiad. Wcześniejsza pobudka to i wcześniejszy głód po śniadaniu ;).
Pamiętam tutaj tylko kolejną naszą z Krzyśkiem różnicę zdań odnośnie fajnej lokalizacji na spokojne zjedzenie posiłku – ja szukałem ustronnego miejsca z kawałkiem trawy, a Krzysiek chciał zatrzymać się w rowie przy ruchliwej drodze, z której co rusz bylibyśmy obrzucani bryzgami z kałuż. Bo oczywiście po drodze dopadł nas deszcz. Ostatecznie postawiłem na swoim i znaleźliśmy to co chciałem, choć Krzyhu się jak zwykle swoje nadziamgotał i twierdził, że jego ubłocony rów był tak samo fajny jak moja trawka :P.

Powrót był długi i męczący. Deszcz co jakiś czas padał, a Krzyhu, uskrzydlony, że wraca do domu, prawie wcale się nie zatrzymywał. Dupsko bolało mnie momentami niesamowicie…
Do końca nie pamiętam już dziś, którędy wracaliśmy – wydaje mi się, że końcówkę jakoś zmodyfikowaliśmy, aby trzymać się autostrad i szybkich tras. Niemniej już ok. 18:00 byliśmy w Rybniku.
Tego dnia pokonaliśmy ok. 800 km.
W sumie cała trasa zamknęła się dystansem 2861 km.

Podsumowanie

Rumunia jest krajem pięknym, choć biednym. Jej piękno jest widoczne przede wszystkim w rejonie pasma Karpat, a bieda praktycznie wszędzie poza centrami większych miast. W kraju tym koń i bryczka w dalszym ciągu są środkami komunikacji, której wiele rodzin i rolników używa na co dzień. Dzikie i hodowlane zwierzęta pałętają się wszędzie – stada bydła, owiec, czy luźno biegające konie są zjawiskiem możliwym do spotkania nawet na głównych drogach. Po Rumunii wałęsa się mnóstwo bezpańskich, wiecznie głodnych psów, które widać, że nie mają dobrych wspomnień z kontaktów z ludźmi. Bo o ile potrafią leżeć na środku drogi i nie ruszyć się z miejsca, gdy nadjeżdża samochód, o tyle gdy próbuje się do takiego zwierzaka podejść, natychmiast podnosi się i oddala na bezpieczną odległość.
Szosa Transfogaraska wg. mnie jest przereklamowana, a Transalpina niedoceniana. Obie trasy są warte przejechania, niemniej jeśli miałbym czas przejechać tylko jedną z nich – wybrałbym Transalpinę…
Drogi są bardzo różne. Asfalt raz jest idealny, a za chwilę nie ma go wcale – i do tego nie musi się nawet zmieniać kategoria czy numer drogi. Motocyklem takim jak CBF da się oczywiście po Rumunii jeździć, niemniej wygodniejsze byłoby coś z wyższym skokiem zawieszenia.
Wyprawa – choć znacząco skrócona – udała nam się doskonale. Motocykle nie rozpadły się, żaden z nas nie zaliczył gleby, plan minimum wykonaliśmy… Pogoda mogła być lepsza, ale mogła też być gorsza, więc nie ma co narzekać.
Na pewno Rumunia jest krajem pełnym kontrastów, krajem w którym bardzo wielu ludzi ciągle żyje tak, jak żyło się 100 czy 200 lat temu. Pod wieloma względami Rumunię można postrzegać jak skansen Europy, który zapewne w niedalekiej przyszłości zostanie zadeptany przez globalizację i europejskie standardy.
Z całą pewnością jeszcze kiedyś tam wrócę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.