.: Moje przygody z motocyklami :.

Obóz pracy w Anglii

Wprowadzenie i przygotowania do drogi…

Wyjazd ten w zasadzie w ogóle nie był przeze mnie planowany. Nie wyobrażałem sobie co prawda wakacji bez wyjazdu do pracy, ale przez długi czas nie miałem pomysłu z kim jechać i gdzie. I jakoś nie miałem odnośnie tego stanu rzeczy „ciśnienia” – nie martwiłem się tym co będzie.

Rozwiązanie przyszło samo. Kolega ze studiów – Artur – wielokrotnie wspominał mi na przerwach między zajęciami, że bardzo chętnie wziąłby udział w takiej wyprawie. Początkowo myślałem, że to tylko takie gadanie i nie traktowałem tego zbyt poważnie, ale Artur nie poddawał się :). Mówił, że taka przygoda go strasznie kusi, choć bał się o motocykl (leciwa Yamaha XJ600), o fundusze i – co najważniejsze – trudno było mu podjąć decyzję o zostawieniu w kraju na trzy miesiące swojej wybranki serca :). Rozmawiałem z nim więc o wyjeździe zupełnie na spokojnie – na zasadzie co ma być to będzie :).

No i tak powoli zbliżał się czerwiec i nagle Artur zdecydował się, że jedziemy, choć kilka tygodni wcześniej mówił, że nie da rady :). Przypominało mi to wszystko moją postawę i obawy, gdy miałem pojechać do Szwecji ;).

Artur we własnej osobie ;].

Nie mogę powiedzieć, że po deklaracji Artura przygotowania ruszyły pełną parą. Do Anglii – a na nią oczywiście padło – już raz jechałem, więc nie była to dla mnie żadna nowość ;). Ograniczyłem się więc do wykonania telefonu do agencji pracy, która zatrudniała mnie rok temu i wysłaniu smutasa do gościa, który wynajmował nam mieszkanie. Otrzymałem deklaracje, że zarówno chata jak i praca są, więc czym się tu było martwić? :]

Przed samym wyjazdem, pod koniec sesji pojawiła się nam jeszcze możliwość pracy w Exeter na bardzo korzystnych warunkach finansowych (Jaga, dzięki!), ale z uwagi na fakt, iż była to praca na powietrzu, to znając angielską pogodę, z propozycji z trudem zrezygnowaliśmy… Cóż, nie była to łatwa decyzja…

Wreszcie wszystko było ustalone. Jedynym problemem była jeszcze sesja, która ciągnęła się w nieskończoność, ale i to udało nam się w końcu przezwyciężyć w czwartek 21 czerwca. Byliśmy więc wolni, by ruszyć w drogę :).
Wspomnianego dnia – w czwartek po powrocie z egzaminu, zamiast pakować się, usiłowałem naprawić serwer, który poszedł z dymem, co pozbawiło mnie netu :P. Nie mogłem pożegnać się ze znajomymi, zmienić statusu na gadulcu i uaktualnić strony. I szlag mnie trafiał! 😉
Dopiero późnym wieczorem oderwałem się od tej przegranej walki i zacząłem kombinować nad wyjazdem. Wrzuciłem jakieś ciuchy do rolki, żarcie spakowałem do kufrów, przygotowałem paszport i… poszedłem spać :).

No to w drogę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.