.: Moje przygody z motocyklami :.

Kalendarium WSK 175

3 lipca 2003 – zakupy, naprawa

Dzisiaj podjechałem na rowerze do sklepu i kupiłem łańcuszek sprzęgłowy. Wieczorem zapchałem motor do garażu wuja i tam zdjąłem dekiel. Okazało się, że nie pękł łańcuszek sprzęgłowy, lecz rozpadł się… kosz sprzęgłowy (!). Poszedł na nitach, które były… aluminiowe ;). Musze dać to zanitować. A łańcuszek? 23zł w tyłek 🙁 (znaczy się na zapas :P).


4 lipca 2003 – kosz sprzęgłowy

Odstawiłem kosz sprzęgłowy do warsztatu. Będzie do odbioru dopiero po weekendzie :(. Ale i tak cud, że mi to zrobią, bo nie ma takich nitów ;).


7 lipca 2003 – naprawiłem sprzęgło

Odebrałem kosz sprzęgłowy około godziny 15. Jest ładnie zanitowany stalowymi nitami :). Wróciłem do domu, zjadłem obiad i poleciałem do wuja. Wykulałem motorek i zapchałem go pod garaż znajomego (Jasia), który właśnie grzebał przy swojej MZtce. Zdjąłem dekiel i poskładałem sprzęgło. Od razu zasmarkałem dwie podejrzane o puszczanie oleju śruby silikonem i założyłem dekiel. Postawiłem motor – nawet olej trzyma. Po chwili motor już pracował :). Przejechałem jakieś 12 km razem z Jasiem i odstawiłem machinę do garażu :). Może wreszcie kłopoty się skończą?


8 lipca 2003 – pojeździłem!

Dzisiaj nastukałem koło 70 km bez żadnych kłopotów. Co prawda nie mam świateł STOP (zepsułem sobie automat) i coś klakson się też rozregulował, ale 70 km jest :). Raz zasuwałem nawet pod 90 km/h ;).


11 lipca 2003 – znowu kłopoty

Dzisiaj niespodziewanie skończyło mi się paliwo. Spalanie wyszło aż 6l na 100 km! Żarłoczna bestia… Jak wróciłem do garażu to od razu zabrałem się za gaźnik, bo tyle to palić przecież nie może! I jak się z tym bawiłem okazało się, że… znikła mi iskra :). Co się naszukałem przyczyny! Ale kto szuka ten znajdzie – akumulator był całkiem padnięty :(. Dalej nie mam ładowania! ;(((
Wróciłem do domu z akusem, który od razu podpiąłem do prostownika.


14 lipca 2003 – wymiana prostownika

Wymieniłem dzisiaj prostownik (założyłem kostkę prostowniczą), gdyż inna przyczyna braku ładowania we łbie mi się nie zrodziła, ale niestety to nic nie zmieniło. Z ojcem w najbliższym czasie będziemy sprawdzać elektrykę miernikiem…


15 lipca 2003 – mierzymy

Dzisiejsze pomiary, które z tatą przeprowadziliśmy nic nie wykazały. Ładowania nie ma, a w elektryce się cuda dzieją. Postanowiliśmy, że wymieniamy prądnicę na tą drugą. Ponadto przesmarowaliśmy linkę ssania, bo była zapieczona.


16 lipca 2003 – prądnica

Dzisiaj zmieniłem prądnicę. Efekt jest taki, że motor sto razy lepiej zapala ;). Ponadto chyba ładowanie jest, ale miernik jednoznacznie nie dał mi nic konkretnego do zrozumienia. Zmieniłem też aparat STOP. Działa super :). Wieczorem, około 18:30 wyjechałem pośmigać, aby sprawdzić, czy akumulator będzie się rozładowywał. Jeździłem do 22:20 :)). Przy okazji sprawdziłem oświetlenie, które niestety jest do dupy :(. Ale ładowanie wygląda na to, że jest :). Klakson, pozycyjne, światła STOP po całej eskapadzie (około 60-70 km) działają bez zarzutu na zgaszonym silniku. A więc aku jeszcze żyje ;). Zobaczymy, co będzie dalej…


21 lipca 2003 – do trzech razy sztuka – awaria sprzęgła

Dzisiaj pojechałem do Rud i po powrocie pod domem wuja poszło sprzęgło (znowu w tym samym miejscu – muszę przestać tamtędy jeździć :)). Nagle zaczęło ślizgać i po chwili przestało działać. Cud, że stało się to po powrocie, a nie w Rudach, lub przy wyprzedzaniu ciężarówki (a tak, wyprzedziłem :P). Po paru godzinach poszedłem naprawiać. Motor wylądował na boku i po rozkręceniu okazało się, że poszła… zawleczka blokująca nakrętkę, która trzyma kosz i tarcze sprzęgłowe w kupie. W rezultacie sprzęgło się rozkręciło. Mam nauczkę, że zawleczek nie powinno dorabiać się z gwoździ :)). Ale wyszło mi to na zdrowie, bo i tak chciałem wymienić olej (już motorek się chyba dotarł) i przy okazji zebrałem całe mnóstwo opiłków z dna dekla z procesu docierania :). A sprzęgło to już z zamkniętymi oczami poskładać potrafię :P. No i motorek znowu na chodzie :).


31 lipca 2003 – ładowania ciągle brak

Dzisiaj motor zaczął mi gasnąć. Nakopałem się jak buc, próbując zapalić. Dopiero po chwili doszedłem, że padł prawie akus. Motor odpaliłem na pych i odstawiłem go do garażu. Akumulator poszedł do ładowania… Już nie wiem, co mogę zrobić. Prądnica, prostownik, akumulator nowe, kable poprowadzone do oryginału… 🙁 Może elektryka WSKi nie wytrzymuje nowych przepisów – jazdy non stop na światłach?? Bedę chyba póki co tak jeździł, bo akus starcza na jakieś 200 km zanim pada ;). A nie mam pomysłu co trzeba naprawiać…


16 sierpnia 2003 – galeria!

Dzisiaj z bratem dorwaliśmy motorek i pojechaliśmy porobić mu fotki. Powstała całkiem bogata galeria :). W zasadzie najpierw nakręciliśmy film, a potem wyłapałem z tego fotki. Było czadowo i motorek ani razu nas nie zawiódł. Mierzyliśmy też prędkość z Polonezem. Niestety zgadza się. WSK „lata” tylko 90 km/h :(.