Rozpoczęcie Sezonu 2006. | |
Menu: Strona główna Nowości Motocykle Wyjazdy Warsztat Galeria Autor |
Zima na przełomie 2006 i 2007 roku była stosunkowo łaskawa dla motocyklistów. Praktycznie nie było żadnego zimowego miesiąca, w którym nie wykulałbym się motocyklem choć raz na dłuższą czy krótszą przejażdżkę. Trudno jednak pisać tu o każdym najmniejszym wyjeździe :). W zasadzie zatem granica między końcem sezonu 2006 i początkiem 2007 dosyć znacznie się zatarła... Z bliżej więc nieokreślonych przyczyn za początek sezonu 2007 przyjąłem pierwsze jazdy styczniowe :). Dopiero jednak 18 lutego w niedzielę pogoda była na tyle przyzwoita, żeby na przejażdżkę zdecydowali się moi rodzice. No i to już chyba warto zapamiętać ;). Jakoś po 13:00 udaliśmy się do garażu, zainstalowaliśmy akumulator w mamy Gienku i przygotowaliśmy do rajzy :). ![]() ... Zanim jednak zdążyliśmy ruszyć, nagle podjechał do mnie na Firebladzie nieznany mi motocyklista i rzekł: "Ty jesteś Zbyhu!" :). Poniekąd się zdziwiłem, ale szybko okazało się, iż znamy się z 4um Motocyklistów. Manon - taką ksywkę nosi - postanowił się przyłączyć do nas, gdyż tak samo wyjechał trochę rozprostować gnaty po zimie :). Jak zwykle nie było pomysłu gdzie jechać, więc aby to nie był kolejny raz Racibórz, rzuciłem, by pojechać w stronę Orzesza. Prowadzą tam zupełnie przyzwoite drogi, zaś z Orzesza da się wrócić do Rybnika dwupasmówką Katowice-Wisła :). No i konwój ruszył :). Suzuki GN250, Yamaha TDM850, Honda 900 Fireblade i Yamaha XJR 1300 :). Do Orzesza dokulaliśmy się całkiem sprawnie. Tam cykneliśmy kilka fotek i ruszyliśmy w stronę Żor dwupasmówką. ![]() ![]() Jak się okazało Manon jest byłym uczniem mojej mamy :). Zatrzymaliśmy się przed Żorami w zajeździe na herbatce. Pogaworzyliśmy sobie o motocyklach i wakacyjnych planach wyjazdowych z Manonem, po czym ja - spieszący się nieco - postanowiłem pojechać już do domu sam. Chciałem o 15:00 być w domu, a była już 14:45. Początkowo zdrowo poganiałem, ale pierwszy patrol Policji na poboczu oraz błyskająca kontrolka rezerwy paliwa troche mnie uspokoiły ;). I tak jakoś, zahaczając jeszcze o stację, szczęśliwie o 15:00 wylądowałem w garażu. Rodzice wrócili niecałą godzinę później... Skromnie, ale jak na luty i tak nieźle. Sezon zapowiada się całkiem ciekawie :). |
Copyright (c) by zbyhu |