Męskie Kaszuby

Dzień 2 – Piątek, 17 września 2021 r.

Obudziłem się przed 8:00. Wstałem i jako, że reszta ekipy jeszcze nie paliła się do aktywności, poszedłem połazić po okolicy.

Zawędrowałem sobie w porannej ciszy i wilgoci nad pobliskie jezioro. W jego niewzruszonej tafli cała linia brzegowa odbijała się jak w lustrze.

Wróciłem do domku przed 9:00 i już chłopaki zaczynali krzątać się w kuchni wokół śniadania. W dziedzinie tej królowali Browar z Ynciolem – ja z Matim staraliśmy się nie przeszkadzać ;).

Na śniadanie wjechała jajecznica na wypasie. Chłopaki przy wczorajszej wizycie w sklepie kupili lokalne jajka „spod lady”, a spacerowicze podarowali nam kilka grzybów. Żarełko pierwszorzędne!

Po śniadaniu przyjechał odwiedzić nas znajomy Browara, który będąc właścicielem sąsiedniego domku, pożyczył nam pompowane jacuzzi. Rozłożyliśmy je na tarasie domku, napełniliśmy wodą i odpaliliśmy grzałkę. Była nadzieja, że do wieczora woda nagrzeje się wystarczająco, aby z ustrojstwa skorzystać :).

Tego dnia prognozy nie były zbyt optymistyczne, więc motocykli nie zamierzaliśmy ruszać. Znajomek Browara zaoferował nam podwózkę do sklepu po prowiant na wieczór i z propozycji tej skorzystaliśmy. Nakupiliśmy od cholery lokalnego piwa, a w drodze powrotnej jeszcze trochę opału od jakiegoś miejscowego rolnika.

Gdy znajomek Browara pojechał, wybraliśmy się kolektywnie na spacer nad jezioro. Zaleźliśmy w to samo miejsce, do którego zaszedłem z rana i machnęliśmy sobie małą sesję zdjęciową.

Potem chcieliśmy obejść trochę ośrodek, na terenie którego stał „nasz” domek, ale zaczęło padać, więc uciekliśmy pod dach.

Na obiad po 14:30 wjechała nam pizza, a po obiedzie rozpaliliśmy sobie ognisko.

Jak widać mieliśmy bardzo mało ambitny dzień i już chyba z nudów Mati ok. 16:00 wbił się do jacuzzi, choć woda była jeszcze dosyć chłodna. Nikt inny się nie zdecydował…

Po 17:00 lunęło jak z cebra i zgasiło nam ognisko. Przenieśliśmy się więc do domku, rozpaliliśmy ogień w kominku i rozwaleni na fotelach oddawaliśmy się męskim rozmowom w oparach procentów i oregano ;).

Ok. 20:00 i ja stwierdziłem, że trzeba wleźć do jacuzzi. Matiemu takich rzeczy nie trzeba dwa razy powtarzać, więc po chwili już taplaliśmy się w przyjemnie ciepłej i parującej wodzie, gapiąc się przez okno na Ynciola i Browara. Ostatecznie i oni niecałą godzinę później do nas dołączyli i zrobiła nam się trochę homo-jacuzzi-party ;).

Ale… Co się dzieje w Barkocinie, zostaje w Barkocinie ;).

Przed 22:00 wróciliśmy na kwadrat i w ramach kolacji zjedliśmy resztki pizzy i kiełbasy, które podgrzaliśmy na kominku.

Piwo lało się dalej i podczas rozmów zjechało mi się na kanapie. Chłopaki mieli więc używanie, obłożyli mnie flaszkami i robili sobie zdjęcia ;). Cóż, w takiej ekipie lepiej być przytomnym… 😉