Kalendarium Suzuki GS500e

28 grudnia 2004 – lusterko i jazda 😀

Korzystając z faktu, że było w miarę sucho i trzy stopnie na plusie, wsiadłem na Suzi i sobie pojeździłem. Zawiozłem przy okazji lusterko do szklarza, aby mi dorobił zwierciadło (odkleił się w obudowie ciężarek i luźno latał – gdy próbowałem to naprawić to stłukłem lustro :P).
Pojechałem też na stację zatankować po korek. Nakręciłem jakieś 20-25 km :). Zmarzłem, ale było warto :).


31 grudnia 2004 – Sylwester w siodle 😀

Ponieważ nie miałem ciekawszych planów, postanowiłem w Sylwestra sobie pośmigać :). Drogi były wolne od śniegu a temperatura utrzymywała się powyżej zera, więc czemu nie?
Około 20:00 poszedłem do garażu i tam zastała mnie niemiła niespodzianka – motocyklem stał w kałuży benzyny…
Pomacałem po ciemku co jest mokre i okazało się, że kranik. Mój błąd. Pomyliłem pozycje ON z PRI i te kilka dni motocykl stał z otwartym na przelot kranikiem…
Mimo wszystko posadziłem dupsko na motocykl i wyjechałem :). Szkoda mi było tych kilku litrów paliwa, które zostały na ziemi…
Pojeździłem do około 22:00 i wróciłem do domu. Było super :).


8 stycznia 2005 – 10 stopni i słońce = 100 km 😉

Przyszła piękna pogoda :). Bak miałem pełny (bo na zimę zalałem go do pełna po sylwestrowym lataniu) więc nic tylko śmigać :).
Umówiłem się z Marianem, że gdzieś się wybierzemy i wyjechałem w stronę Gliwic mu naprzeciw.
Spotkaliśmy się w połowie drogi między Rybnikiem a Gliwicami i najpierw skoczyliśmy do Przyszowic odwiedzić Bahamę.
Bahama miał niestety przygotowania do studniówki, więc byliśmy tam tylko kilkanaście minut.
Postanowiliśmy z Marianem wyrwać się na autostradę w okolicach Katowic, aby przedmuchać nasze maszyny :).
Na autostradzie jeden odcinek był zamknięty dla ruchu i tam spotkaliśmy grupę motocyklistów na plastikach. Zatrzymaliśmy się pooglądać, co się tam będzie działo i szybko okazało się, że warto było. Nie minęły 3 minuty, a cała grupa ruszyła autostradą – każdy na gumie :).
Pojechaliśmy za nimi, wyprzedziliśmy… I gdy miałem na blacie 120 km/h jeden z tych cudaków wyprzedza mnie na gumie ;). Niesamowity widok :).
Potem już oni pojechali swoją drogą (prędkością :P) a my swoją. Dmuchnęliśmy graty całkiem ładnie, bo i 160 km/h się pokazywało ;).
Przed bramkami zawrót i z powrotem :). Zjechaliśmy w końcu z autostrady w miejscu, gdzie się na nią wbiliśmy i już przez Rudę Śląską i Orzesze wróciliśmy do Rybnika. Marian pojechał do domu, a ja do garażu…

Zdjęcie poglądowe z innego wyjazdu 😉

Suzi spisała się idealnie. Nawinąłem przeszło 100 km, ale do końca nie wiem ile. Było zajefajnie :). Taka zima, to ja rozumiem :D.


15 stycznia 2005 – Moto Weteran Bazar w Łodzi 🙂

Dzisiaj pojechaliśmy na Moto Weteran Bazar do Łodzi. W zasadzie nawet nie liczyłem na to, że coś do GSa wyrwę, ale mimo wszystko rozglądałem się za oponami. Przede wszystkim tylną…
Widziałem wszystko – od zjechanych, używanych kapci za 40zł do leżakowanych przez kilka lat, sztywnych jak drewno nówek za 200zł… Na jedną taką o mało się nie nabrałem, ale nie podobało mi się, że była taka twarda. Sprawdziłem rocznik – była z 1999 roku…
W końcu pożyczyłem od Brata kasę, Tato dołożył się i kupiłem nówkę Heidenau 130/70/17 za 240zł po targach z 259zł :).
Tylny laczek zatem jest! 😀
Pozostaje dozbierać na przód i gra gitara – sezon będzie mój :).

Ekipa na bazarze :). Ja z oponą. Aż mi się morda cieszy :P.

17 lutego 2005 – przednia opona i elektryka 🙂

Po moich urodzinach 8 lutego zamówiłem sobie przez internet przednią oponę (Heidenau w prawidłowym rozmiarze 110/70/17) i jakoś dwa dni później przyszła. Pozostaje komplet założyć :).

Ponadto w dwóch rzutach poprawiliśmy z Piotrkiem nieco stan izolacji przewodów w okolicach przedniego reflektora. Wywaliliśmy całą taśmę izolacyjną, która tę rolę spełniała i zabezpieczyliśmy wiązki w większości izolacją termokurczliwą.

Po obraniu z taśmy izolacyjnej. Gdzieś mi zjadło fotkę z wyglądu po zaizolowaniu :(.

Gdy drugi raz jechałem do warsztatu, gdzie się z tym bawiliśmy, to zaliczyłem glebę (prawie parkingową). Tylny kapeć zabuksował na zbitym śniegu przy ruszaniu i dupa motocykla mi uciekła :(. Motocykl położył się na prawej burcie, niszcząc klosz kierunkowskazu i zginając ciężarek na kierownicy. Urwało się też mocowanie lewej owiewki i odprysł na niej lakier… Zaraz w warsztacie prowizorycznie tą owiewkę przymocowałem i teraz siedzi sztywniej niż pierwotnie :P. A kierunek podratowałem póki co super klejem – nowy klosz kosztuje 10zł :).


15 marca 2005 – początek sezonu i… awaria 🙁

Dzisiaj postanowiłem pierwszy raz przejechać się na motocyklu, gdyż przyszła odwilż, śnieg zaczął topnieć i zrobiło się ciepło.
Suza ciężko zapalała. Na początku w ogóle rozrusznik nie zakręcił, ale myślałem, że to wina akumulatora, który stał cały czas w moto… Przy drugiej próbie już zakręcił, ale silnik nie chciał zapalić. Kręciłem go jak nigdy przedtem. W końcu bardzo niechętnie (z dodawaniem gazu) chwycił jakby jeden garnek, po czym powolutku silnik zaczął pracować w miarę normalnie. Obroty po wyłączeniu ssania były w miarę normalne, więc uznałem, że problem się rozwiązał…
Posadziłem tyłek na siodło i pojechałem.
Jednak nie daleko.
Pierwsze wysprzęglenie przed rondem – silnik zgasł! Nie byłoby może w tym nic niesamowitego, gdyby nie fakt, że nie chciał potem zapalić. Z trudem chwycił, ale przed następnym rondem – historia się powtórzyła.
Zajrzałem do baku a tam susza! Miesiąc temu było pół zbiornika…
Dopchałem moto do stacji, zalałem kilka litrów, ale niestety dalej działo się to samo. Motocykl cholernie ciężko zapalał i to tylko przy wspomaganiu gazem…
Zacząłem kombinować, co może być przyczyną i po chwili zauważyłem, że z motocykla coś kapie.
Benzyna…
Sprawdziłem skąd – z wężyka wychodzącego z puszki filtra powietrza.
Cudownie!
Już byłem w domu. Wykręciłem bagnet i wewnątrz silnika ukazała mi się piękna piana, a w nos uderzył smród paliwa :(.
Przez ostatni miesiąc benzyna przeciekała sobie przez kranik i zaworki iglicowe w gaźnikach, zalewając cylindry. Z cylindrów już niedaleko do miski olejowej… Z drugiej strony paliwo przesączało się też do puszki filtra powietrza, a z puszki „utylizowało” się na podłodze garażu. No i wiadomo – proces zakończył się z chwilą opróżnienia baku. Jeżdżenie i nowy olej poszły się walić.
Nie było wyjścia. Motocykl musiałem zapchać do garażu (2,5 km)…
Aby nie zginąć pod kołami jakiegoś samochodu, pchałem maszynę zaśnieżonymi chodnikami, co oczywiście zakończyło się glebą i złamaniem klamki hamulca…
A na zakończenie tego owocnego dnia, pękły mi na szwie skórzane spodnie motocyklowe :). Byłem wniebowzięty.
Aby nie wyparowało mi znowu całe paliwo, w garażu zdemontowałem od razu bak. Wybebeszyłem też kranik, który o wszystko obwiniałem i poszedłem do domu…

16 marca 2005 – kranik

O pomoc w rozwiązaniu zagadki poprosiłem na 4um motocyklistów. Opisałem swój problem i wrzuciłem zdjęcia kranika.
Nie zawiodłem się – pomoc nadeszła :).
Okazało się, że mój kranik posiadał magiczną zdolność kręcenia się w prawo, choć nie powinien.

Zaciekawiony zabrałem się za dochodzenie w tej sprawie. Rozbebeszyłem kranik na atomy, potem złożyłem… Następnie dmuchając w każdą dziurę z osobna stwierdziłem, że nie ma on prawa działać prawidłowo ;). Rozbebeszyłem go drugi raz i znalazłem problem. Zawór był obrócony o 180 stopni, w rezultacie czego kranik całkowicie stracił miano „podciśnieniowego” – na pozycjach ON i RES działał przelotowo, jak na pozycji PRI – nie odcinał paliwa… W sumie aż dziw bierze, że paliwo nie przelewało się do silnika już wcześniej.
Pewnie przy tej glebie w drodze do warsztatu na zabawę z elektryką podwiesił się jeden pływak lub zaworek iglicowy w gaźnikach, a resztę historii już znacie…


18 marca 2005 – naprawa kranika i zabawa z gaźnikami

Dzisiaj udałem się do garażu, aby sprawdzić, czy po modyfikacjach, kranik będzie odcinał paliwo. No i prawie pełny sukces – paliwo odcinał, ale sam kranik się rozszczelnił ;). Szybko sobie jednak z tym poradziłem – wystarczyło wymienić gumowy o-ring i przeciek zniknął :).
Następnie wyciągnąłem po małej gimnastyce gaźniki razem z puszką filtra powietrza. Dobrałem się do komór pływakowych i… nie znalazłem nic niepokojącego :).

Gaźniki były czyste. Zaworki iglicowe i pływaki pracowały płynnie, nie zacinały się… Nie wiem zatem dlaczego puściły, gdy kranik zawiódł. Dla spokoju sumienia przeczyściłem dysze, przedmuchałem te zaworki no i wszystko poskładałem…
Ostatnią rzeczą do zrobienia było zamówienie nowego oleju i filtra. Jeśli ujeżdżając Suzę z paliwem zamiast oleju w silniku nic nie narozrabiałem, to poskładanie wszystkiego do kupy i wymiana oliwy powinny przywrócić motocykl do życia. Oby! 🙂


22 marca 2005 – moto poskładane

Dzisiaj poskładałem Bestię do kupy. Zainstalowałem gaźniki, airbox, podłączałem wszystkie przewody paliwowe, no i bak wrócił na swoje miejsce. Oleju jeszcze nie dostałem, więc pozostaje mi tylko czekać, aż Poczta zadziała…


24 marca 2005 – Suzi sprawna 😀

No już wszystko cacy :D.
W dniu wczorajszym spuściłem stary „olej” z silnika. Zeszło tego aż 7 litrów – wymieszane, czarne szczochy zamiast oleju…
Dziś rano odebrałem olej z Poczty i zaraz pojechałem do garażu. Wkręciłem nowy filtr oleju, korek spustowy i wlałem trzy literki nowiutkiego, pachnącego Motula do silnika :).
Gdy już wszystko było gotowe, z drżącym paluchem nacisnąłem na starter… Silnik przebudził się do życia chętnie i bez oporów :D. Po paru sekundach zgasła kontrolka ciśnienia oleju. Wszystko wydawało się być w porządku :).
No to ponieważ pogoda była sprzyjająca od razu posadziłem zad na siodełko i poszedłem polatać :).

Nakręciłem najpierw 50 km po mieście, a potem po obiedzie jeszcze 70 km razem z kolegą na Virago 535 – dzięki Kudża!
Z obserwacji zachowania motocykla wnioskuję, że jeszcze będę musiał pobawić się w synchronizację i regulację gaźników, bo mam za wysokie wolne obroty, białe elektrody świec, a silnik nie ma za bardzo ochoty wkręcać się ponad 9 tyś. obrotów.
Ponadto wyczułem lekki luz na tylnym kole, więc prawdopodobnie czeka mnie wymiana łożysk, tylny hamulec piszczy, więc klocki hamulcowe też pójdą pod młotek, no i oczywiście opony w dalszym ciągu czekają na zmianę…
Uff, sporo tego… Bo jeszcze luzy zaworowe bym chciał dać sprawdzić, wymienić nadłamaną klamkę hamulca i jeden sfatygowany kierunkowskaz. No a gdzie przy tym wszystkim kasa na zakup kurtki motocyklowej? 😛