.: Moje przygody z motocyklami :.

Kalendarium MZ ETZ 250

26 stycznia 2004 – naprawy

No, dzisiaj z Bratem ostro podciągnęliśmy remoncik do przodu. Najpierw pojechaliśmy do sklepu i kupiliśmy oponę, pokrowiec kanapy, kostkę bezpieczników i klosz tylnej lampy. Następnie pojechaliśmy do garażu. Kanapa została obita – wygląda teraz super:

Potem wreszcie założyłem klamkę sprzęgła, choć kosztowało mnie to przeszło godzinę walki papierem ściernym…

Brat w tym czasie pomalował wahacz, bo był podrapany (usunęliśmy z niego te obleśne naklejki). Następnie zabraliśmy się za zdejmowanie tylnego koła. Gdy już nam się to udało podjęliśmy walkę by zdjąć oponę. To również nam się udało :). Ale nowej opony już nie założyliśmy, bo najpierw postanowiliśmy sprawdzić szczelność dętki. Potem jeszcze obniżyłem z powrotem iglicę w gaźniku na najniższy ząbek i motocykl kopnąłem. Nawet odpalił :). Wynika z tego, że problemem była świeca zapłonowa…
Ostatnią z wymienionych dziś części był przewód wysokiego napięcia.
W najbliższym czasie założymy tylną oponę, wymienimy szczęki hamulcowe, bo są już zużyte (dlatego tylny stop świeci na stałe) i zajmiemy się elektryką.


27 stycznia 2004 – elektryka, koło

Dzisiaj polazłem do sklepu i kupiłem dwie szczęki hamulcowe.

Potem podskoczyłem do garażu (Brat dzisiaj musiał jechać do Katowic) i zabrałem się za składanie koła.

Wojtek dał wcześniej w warsztacie naciągnąć oponę na felgę. Po godzinie pracy koło już było na swoim miejscu z nowymi szczękami w bębnie :). Potem zabrałem się za kostkę bezpieczników. To zajęło mi również godzinę, ale już mamy teraz ładną, czystą kosteczkę :).

Dalej poczyścimy resztę styków spod siedzenia i może zajmiemy się przodem – hamulec: wymiana płynu, klocki oraz zawieszenie. Poza tym czyszczenie i… śmiganie :).


31 stycznia 2004 – kolanko i znowu sztywny Abel

Dzisiaj polazłem do sklepu i kupiłem nowe kolanko wydechu, bo nasze jest strasznie już zardzewiałe. Wziąłem też nową nakrętkę do tego kolanka.
W garażu udało nam się zrzucić stare kolanko, ale niestety okazało się, że nowa nakrętka jest za krótka. Założyliśmy więc kolektor używając starej nakrętki. Teraz z nowym, chromowanym kolankiem motorek zyskał sporo na wyglądzie :).

Niestety co z tego, że wygląda, gdy znowu rzucił palenie… Już nie wiem co go może boleć. Ale objawy są dokładnie takie same jak wcześniej… 🙁


5 luty 2004 – reanimacja

Wkurzyłem się i zabrałem poważnie za moto.
Przede wszystkim kupiłem zestaw naprawczy do gaźnika do MZtki (a w zasadzie to wymieniłem za niego tą nakrętkę do kolanka). Z Bratem wymontowaliśmy po raz kolejny gaźnik i powymienialiśmy mu wszystkie dyszki, zaworki, śruby regulacyjne itd.


Po założeniu gaźnika poszliśmy kopać. Ale niestety dalej działo się wszystko tak jak wcześniej. Etka zapaliła i zdechła.
No to się wkurzyłem znowu i idąc za radą kogoś z pl.rec.motocykle zdemontowaliśmy tłumik – a nóż jest zapchany. I zaczęliśmy kopać dalej bez wydechu.
Raz motocykl zagadał i póki trzymałem go na 3 tyś. obrotów jakoś pracował. Zacząłem kręcić śrubami przy gaźniku i… silnik zgasł. Ponieważ głośne to było jak skurczybyk, sprawdziłem tłumik. Dmuchnąłem w niego ustami – przelot był idealny. Założyliśmy więc tłumik z powrotem. Ale kopanie nic nie dawało.
W końcu w akcie desperacji wykręciłem świecę. I proszę – brak iskry! Na nowej świecy!
Poszedłem do WSK, wyciągnąłem zapasową świecę F95, wkręciłem ją i… jak ręką odjął!
Silnik zapalił z pierwszego kopa, wolne obroty udało mi się ustawić i zaraz też pojeździłem :). Co prawda trochę jeszcze sprzęgło ślizga, ale co tam. Grunt, że motocykl wreszcie jeździ! 😀
Oczywiście od razu wieczorem w dwa motorki poszliśmy trochę z Bratem polatać :). I WSK nie ma się co równać do MZty. Ta ostatnia ma takiego kopa, że o ja pierniczę ;). Raz nawet przypadkiem postawiłem ją na gumę! I raz się kulnąłem na niej nawet 110 km/h, ale przy tej prędkości coś zaczęła przerywać.
No cóż. I tak jest fantastycznie jak na regulację gaźnika sposobem „na oko” przez dwóch laików ;).


18 marca 2004 – linka sprzęgła

Długa przerwa w pisaniu spowodowana była tym, że w MZcie… absolutnie nic się nie psuje :). Od ostatniego wpisu śmigałem w co cieplejsze dni. Nie musiałem kompletnie nic koło motocykla robić… Aż do dzisiaj :(.
Pojechaliśmy z bratem trochę pośmigać na motorkach – ot tak, przewietrzyć się.
Jakieś 5 km od domu przesiedliśmy się – ja na MZtkę a Brat na WSK.
No i po chwili jazdy, po wrzuceniu trzeciego biegu klamka sprzęgła została luźna. Schyliłem się (ciągle jadąc), żeby poruszyć linkę w miejscu gdzie wchodzi do dekla – zazwyczaj to pomagło (od czasu do czasu się tak ta linka klinowała). Ale tym razem zamiast usłyszeć trzask odskakującej linki… wyciągnąłem ją prawie całkiem z dekla!
Sytuacja była niewesoła. Nie mogłem się zatrzymać, bo zdusiłbym motocykl, a wizja pchania go 5 km do domu nie uśmiechała mi się za bardzo. A tu czekały na mnie miasto, zakręty, skrzyżowania, ronda… Wszystko bez sprzęgła, możliwości zatrzymania się, czy w ogóle zmiany biegu! No ale jakoś z tą zapiętą trójką dokulałem się do domu (tu brawa dla elastyczności silnika MZ – na tym biegu spokojnie jechałem zarówno 20 jak i 70 km/h). Udało się ;).
W najbliższym czasie kupię nową linkę i ją wymienię. Mam nadzieje, że to nic poważniejszego…


19 marca 2004 – naprawa i usterka

No i już naprawione ;). Okazało się, że to tylko była wina linki. Po prostu urwała się baryłka przy manetce. Wystarczyło zmienić linkę i już szafa gra. Tylko będę musiał wyregulować wstępne naprężenie linki pod deklem, bo sprzęgło trochę ciągnie, a przy manetce regulacji już zabrakło.
No a poza tym ujawnił się drobny kłopot – odkręciło mi się już drugi raz to nowe kolanko wydechowe. Muszę wymyślić jakiś patent, żeby to się nie działo, bo jak się to luzuje, to motocykl zaczyna ryczeć jak dwulitrowy drag na pustych wydechach :D.


29 marca 2004 – kolanko

Dzisiaj Brat uszczelnił kolanko wydechowe. Tzn. według rad z 4um motocyklistów poskręcał to wkładając między kolanko a wydech trochę blachy aluminiowej z puszki po piwie ;). Wygląda na to, że teraz już się to będzie trzymać :).


10 kwietnia 2004 – jazda!

Dzisiaj troszkę sobie polataliśmy w cztery motocykle :). MZtka spisała się na medal ;). Więcej o tym tutaj!
Gdzieś po drodze wymieniłem jeszcze w MZcie filtr powietrza. Dzięki temu motorek przestał się dusić przy 110 km/h i można nim polecieć więcej :).


17-18 kwietnia 2004 – Zlot w Stodołach

W weekend odbył się zlot 4umowiczów w Rybniku-Stodołach :). Opis zlotu znajduje się tutaj!
MZtka spisała się znowu na medal ;).


10 kwietnia 2004 – 130 km/h i 40 tyś. km przebiegu

Dzisiaj pojechałem sobie na motorku do Gliwic i w drodze powrotnej uzyskałem jakieś 130 km/h :D. To jest mój nowy oficjalny rekord ;). Ale potem zaczęło się dziać coś niedobrego i już wracałem spokojnie. Tzn. dwa razy motocykl mi zaczął przy 110 km/h hamować silnikiem, jakby nagle stracił iskrę… Może już świeca ma dość? Ciągle jeżdżę na tej F95 z WSK ;).
Aha, wracając do domu stuknęło mi na liczniku 40 000 km przebiegu :). Mam już nakręcone jakieś 500 km :).


1-2 maja 2004 – Słowacja

Na długi weekend po raz pierwszy w życiu wybrałem się w dalszą podróż na razem z ludźmi z klubu „Cyklop”, do którego się zapisałem. MZta spisała się rewelacyjnie mimo bardzo ciężkich warunków pogodowych.
Zresztą, wszystko opisałem tutaj :D.
Motorek ma już 40500 km przebiegu ;), a więc u nas nakręcił już 1kkm.


7 maja 2004 – uszczelniacze przedniego zawieszenia

Wyjeżdżając na Słowację obiecałem sobie, że jeśli motocykl się spisze, to w nagrodę wymienię mu uszczelniacze w przednim zawieszeniu. A ponieważ MZta spisała się rewelacyjnie, trzeba było z obietnicy się wywiązać.
No i dzisiaj to zrobiłem razem z Bratem. Wymiana okazała się prosta i przyjemna. Rozebranie motocykla bezproblemowe. Stary olej zlaliśmy, wypłukaliśmy nowym, założyliśmy nowe uszczelniacze, wlaliśmy gęstszy olej do zawieszenia (Castrol 15W40 – był pod ręką :P) i wszystko poskładaliśmy. Oczywiście pod górne korki poszło trochę silikonu, żeby olej nie smarkał.
I co? Zawieszenie jest dużo twardsze. Nie nurkuje już tak przy hamowaniu. Pewniej się prowadzi w zakrętach, choć komfort trochę na tym ucierpiał ;). Ale przynajmniej nic już nie dobija i nie cieknie ;). A to duże zalety…


16 maja 2004 – jazda we dwóch 😉

Dzisiaj tak się jakoś złożyło, że pierwszy raz pojechaliśmy we dwóch z Bratem na MZcie.
Heh i Etka powiedziała nam, że możemy się wypałować ;).
Nawet szła sobie jako tako, a że usiłowaliśmy utrzymać się za motorkiem Ojca (kupił sobie parę dni temu Kawasaki VN 750 Vulcan), to poganialiśmy około 90 km/h. A że na trasie były górki, wzniesienia, to trzeba było trzymać wyższe obroty, wachlować biegami itd.
No i jak się gdzieś wreszcie zatrzymaliśmy na chwilę, to się okazało, że Etka przeraźliwie kopci białym smolistym dymem z wydechu. Po prostu zasłona dymna!
Natychmiast zgasiliśmy silnik. Ale kopciło się z tłumika dalej…
No ładnie – bez narzędzi, jakieś 20 km od domu, a tu nam motocykl defektuje.
Z tłumika ciągle leciał biały dym, ale mimo to postanowiłem sprawdzić, czy jeszcze gdziekolwiek pojedziemy.
Kopnąłem silnik.
Maszyna odpaliła jak zawsze bardzo chętnie.
Ki diabeł?
Już się bałem, że padło uszczelnienie wału korbowego i silnik ciągnie olej ze skrzyni biegów. Ale po tym odpaleniu i ponownym wyłączeniu silnika, Etka przestała kopcić.
Przesiadłem się więc na motocykl Ojca, a Brat powolutku pojechał do domu. Ale już się nic więcej złego nie działo.
Najprawdopodobniej przesilony silnik tak rozgrzał wydech, że podpaliły się w nim złogi niedopalonego oleju i nagaru. Inaczej nie potrafię sobie tego wyjaśnić. Potem jak silnik ciut przestygł i go odpaliłem, musiałem zdmuchnąć płomień w tłumiku lub po prostu wydmuchałem pozostały w nim dym. Etka potem chodziła bardzo dobrze i już więcej nie kopciła.
Heh, jednak dwóch chłopów na siedemnastolatkę to za dużo ;).


19 maja 2004 – silnik przerywa

Dzisiaj nagle zaczął mi dość mocno przerywać silnik powyżej 4-4,5 tyś. obrotów. Ciekawe czy ma to związek z tym co się działo ostatnio :|. Ciekawe też co nagle zaczęło go boleć? Kondensator padł?
Będę musiał to wybadać…


20 maja 2004 – i już silnik chodzi jak dzwon 😉

Hehe, okazało się, że wytarł się młoteczek przerywacza :). Wystarczyło powiększyć przerwę między platynkami, która była już minimalna i wszystko wróciło do normy :). Miodzio.


25 maja 2004 – przerywacz kierunkowskazów

Dzisiaj zamontowałem sobie elektroniczny przerywacz kierunkowskazów w MZcie, bo mechaniczny mnie denerwował. Działał z różną prędkością w zależności od obrotów silnika, co przy elektronicznym nie występuje. Takie sobie małe usprawnienie ;).


2 czerwca 2004 – przerywacz poszedł z dymem, regulator napięcia

Dzisiaj dosyć dynamicznie jechałem do Gliwic (tzn. zasuwałem ile fabryka dała :P) i już w samych Gliwicach zjarał mi się przerywacz kierunkowskazów. Kurde, 20zł poszło z dymem :|. Jak jechałem było dużo wyprzedzania i kierunki działały cacy. Na ostatnim zakręcie zauważyłem, że już nie działają :(.
Jak tylko wróciłem do domu, pojechałem na miasto po nowy przerywacz. Ale żeby się znowu nie zjarał, postanowiłem wymienić też regulator napięcia na elektroniczny. Podejrzewam, że przerywacz po prostu nie wytrzymał wahań napięcia w instalacji…
Po zakupach zaraz pod blokiem wszystko powymieniałem. Regulator mechaniczny wyleciał spod kanapy i na jego miejsce podłączyłem elektronika. Po tej wymianie motorek odpalił bez pudła – jakby nic się nie zmieniło. Nieco inaczej tylko miga na wolnych obrotach lampka ładowania, ale poza tym wszystko działa cacy :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.