Kalendarium WSK 175

18 sierpnia 2003 – i znowu kłopoty – bak!

No to teraz musimy wcielić się w blacharzy i hydraulików jednocześnie, albowiem rozciekł nam się bak. Pościło „fachowe” uszczelnienie, wykonane przez poprzedniego właściciela przy użyciu poxiliny… A dupnęło w takim miejscu, ze szkoda gadać – prawdopodobnie został kiedyś urwany ten hak, dzięki któremu można dokręcić bak do ramy. Tam wszystko trzyma się na poxilinie i właśnie tam puszcza mieszanka. Wszystko to jest zapewne pamiątką po dzwonie, który motocykl kiedyś musiał zaliczyć. Muszę teraz tylko namierzyć wyciek i jakoś go załatać… Poza tym po dopompowaniu przedniego koła wydęła mi się przednia oponka, przez co podczas jazdy podskakuje kierownica. Będę musiał wymienić oponę i dętkę.


21 sierpnia 2003 – walka z bakiem

Dzisiaj walczyłem jak lew, żeby spuścić paliwo z baku. Najpierw 45 minut lałem to jak buc przez kranik :). A było tam z 7 litrów. W końcu się wkurzyłem, wymontowałem bak i wylałem resztę paliwa przez wlew. Trwało to 30 sekund :P. Następnie zostawiłem na balkonie na kilka godzin bak z otwartym wlewem i wykręconym kranikiem, żeby się przesuszył i przewietrzył:

Ładny… szkoda, że dziurawy 🙂
Gdzieś w tych rejonach czai się dziura.

Następnie zabrałem się za usuwanie poxiliny ze spodniej części baku i haka. Wojowałem 3 godziny palcami, scyzorykiem i wreszcie wiertarką z drucianym krążkiem. I udało się:

Już nie ma poxiliny…
Ale jest cyna… świadczy ona o bogatej we wstrząsy historii baku 🙂

Ponieważ nic dalej nie widziałem (dziura się nieźle zakamuflowała) postanowiłem usunąć jeszcze lakier i tą przeklętą cynę…:

Jak to czyściłem wiertarką, to ładnie szły iskry… Heh, cud, że się nie wysadziłem z tym bakiem :).
Sobie pękło… A może to zmęczenie materiału? 😛

Okazało się, że hak jest pęknięty na jednym boku i że zgrzew w jego okolicach był już lutowany i mosiądzowany. Pod lakierem jest też dużo szpachli. Bak musiał być zdrowo dupnięty przy tym dzwonie. Ale dziury jak nie było, tak nie ma :(. Nie udało mi się jej zlokalizować, nawet dmuchając w bak. Niestety czeka mnie spawanie w osłonie wodnej i lakierowanie baku… Mam nadzieje, że znajdziemy kogoś, kto się tego podejmie…


1 września 2003 – bak u spawacza

Wojtek po długich bojach znalazł kogoś, kto podjął się spawania baku. Przynajmniej to do przodu.


5 września 2003 – dętka i opona

Brat ostatnimi czasy zakupił nową oponkę i dętkę do przedniego koła. Dzisiaj postanowiłem to poskładać. Niestety udało mi się podziurawić dętkę przy zakładaniu opony. Po kolejnym rozłożeniu koła i zwulkanizowaniu feralnej dętki, zabrałem się za jej ponowne składanie. Skutek był taki, że dętkę zmasakrowałem i koło na nowo musiałem rozebrać :).


6 września 2003 – Moto Weteran Bazar

Dzisiaj pojechaliśmy z bratem na MWB do Łodzi. Udało mi się dostać dwie komory pływakowe do gaźnika i lampę tylną (głównie chodziło mi o tylną ramkę, która w motorze jest plastikowa i zniekształcona, a kupiłem aluminiową kształtną :), oraz szkiełko – mamy pęknięte).


7 września 2003 – Dętka 2 – ostateczna rozgrywka

Kupiłem dzisiaj nową dętkę i mądrzejszy o wcześniejsze doświadczenia oraz nowe rady, założyłem ją beż najmniejszych kłopotów (i ostrych narzędzi :P). Po napompowaniu kółko prezentuje się superowo!


9 września 2003 – odbieramy bak ze spawania

Dzisiaj odebraliśmy bak ze spawania. Niestety skutek tych czynności jest opłakany – lakier odlazł, a dziura jest dalej:

Przynajmniej koleś nic nas nie skasował. Okazało się, że za dużo już było kombinowane koło tego baku i żaden spaw nie chce się trzymać… Musimy szukać nowego baku :(.


18 września 2003 – nowy bak 🙂

Udało nam się z bratem wygrać aukcję na bak do WSK. Kosztował nas 20zł. Teraz poczekamy na przesyłkę…


23 września 2003 – ale mieliśmy farta!

Całość tego co się dzisiaj wydarzyło ma korzenie jeszcze w sierpniu (nim rozciekł się bak :P), kiedy to stojąc naszą WSKą pod domem mojego wuja, zagadnął mnie starszy, siwy gość. Powiedział że posiada nigdy nie rozpakowane, nowe amortyzatory przednie do WSK.
Dzisiaj podjechał do mnie samochodem (of korz wszystko było ugadane jeszcze w sierpniu), a w jego bagażniku znajdowała się istna skarbnica! Już pomijam to, że faktycznie były tam te amorki (nowe, chromy w stanie idealnym, zapakowane w kredowy papier), bo to wiedziałem…:

Najbardziej ucieszyłem się, gdy koleś wygrzebał nowiutki, zapakowany w oryginalne pudełko prędkościomierz! Przebieg zerowy stan fabryczny, idealny…:

Nawet jest do niego karta gwarancyjna (co za pech, już przeterminowana :P). Poskładany przez nas prędkościomierz z MWB pójdzie więc na Allegro 🙂 (razem z wymontowanym SHLowskim).
Ponadto koleś miał tam jeszcze całe mnóstwo rożnych cudów, z których nam przyda się jeszcze nowy kranik i uszczelki do wydechu. Inne rzeczy, takie jak np. nowa niepełna osłona na łańcuch, nowiutki kosz sprzęgłowy z trzema nowymi tarczkami korkowymi do silnika 125 ccm, kask orzeszek z pokrowcem, nowiutka osłona pod stacyjkę do WSK 125, kilka przerywaczy (też do 125) powystawiamy na Allegro aby odzyskać trochę kasy, bo za wszystkie te cuda zapłaciliśmy 250zł.
Czeka nas więc niezłe przerabianie motorka. Bedzie jeszcze lepszy i jeszcze ładniejszy niż jest obecnie! 🙂


30 września 2003 – nowy garaż

Niestety straciliśmy nasz dotychczasowy garaż. Brat załatwił inny od swojego kolegi. Dzisiaj więc założyliśmy przednie koło i zapchaliśmy motor na nowe miejsce. Coś zaczęło to przednie koło ciężko chodzić. Coś jest z hamulcem lub łożyskami… Będziemy musieli to jeszcze raz rozebrać.


3 października 2003 – bak dotarł

Dzisiaj dotarł wreszcie bak :))). Czekaliśmy prawie miesiąc na tę paczkę. Zbiornik jest w środku troszkę zardzewiały, ale porównywalnie do poprzedniego, lub nawet trochę mniej :). Jest tez szczelny, co jest jego największą zaletą :). Teraz tylko trzeba go polakierować (gdyż ma zgniło-zielony kolor), zainstalować i znowu motorek będzie sprawny!


6 października 2003 – bak u lakiernika

Dzisiaj brat oddał bak do lakierowania. Będzie nas kosztował stówkę, ale może wreszcie nasze kłopoty się skończą :).


12 października 2003 – odbieramy bak

No, wreszcie odebraliśmy z bratem bak z lakierowania. Popatrzcie sobie na to cudeńko – jako porównanie obok stoi stary bak):

Skombinowaliśmy poduszkę amortyzującą pod śrubę, oraz założyliśmy ten fabrycznie nowy kranik :).

Pozostaje nam zainstalować bak i odpalić na nowo motocykl :).


12 grudnia 2003 – instalacja baku i zakończenie sezonu

Wreszcie ruszyliśmy tyłki i założyliśmy bak. Niestety w jednym miejscu odprysł lakier. Myślałem, że się zapłaczę… Potem założyliśmy jeszcze gaźnik po czym motorek odpaliliśmy. Trochę ciężko mu to szło, bo było zimno, akumulator stał nieruszany prawie 3 miesiące w zimnym garażu, ale w końcu silnik zaskoczył. Byłem z niego dumny :D. Trochę z bratem na machinie pojeździliśmy, ale co dobre zawsze szybko się kończy. Trzeba było motocykl odstawić i zakonserwować na zimę. W tym celu pod świecę poszła nakrętka oleju, a jutro jeszcze maszynę przykryję jakimś prześcieradłem…
Do zobaczenia w przyszłym sezonie!