.: Moje przygody z motocyklami :.

Kalendarium Hondy CBF 1000

28 marca 2008 – wymiana oleju

Trochę niestety pogoda się zmaściła, zima wróciła na blisko dwa tygodnie, więc dopiero dziś dobiłem kilometrów do wymiany oleju (bo chcę jechać z wymianami zgodnie z serwisówką – co 12kkm). Konkretnie na dzień dzisiejszy blacie jest 11963 km.
No i oleum wymieniłem. Weszły równo trzy litry czerwonego (fuck!) Motula 7100. Byłem zaskoczony kolorem tego oleju – myślałem, że to tylko w Castrolu taka ekstrawagancja… Mnie się pomysł takiego kolorowania oleju strasznie nie podoba :P. Półsyntetyczny Motul 5100 ma normalną barwę – stąd moje zdziwienie… No cóż. Będę musiał jakoś z tym żyć :].


8-9 marca 2008 – śmiganie i pucowanie :]

Cały weekend w siodle. Padło 320 km, a na blacie już 11500 km. Wymiana oleju lada dzień…
A w niedziele u Mariana pod garażem umyłem sobie machinę, bo już usyfiona była jak górnik po szychcie :].


25 luty 2008 – pierwsze jazdy, 11000km

No, ponieważ zimy nie ma, a moto już przeobrażone w 100% w turystę – trzeba zacząć jeździć :). I tak też robię. Zimowe przejażdżki i ostatni wypad nad Pustynię Błędowską zostały opisane w dziale wyjazdy.


Dziś byłem na moto w Gliwicach i stuknęło mi na blacie 11000 km. Jeszcze tysiak i wymiana oleju. Filtr i Motul 7100 czekają :).


12 luty 2008 – oliwiarka

No i dziś zainstalowałem oliwiarkę w moto :]. Zobaczymy jak się będzie spisywała, bo dosyć poważnym modyfikacjom poddałem zakraplacz. Czyli moto jest gotowe do wielkiego śmigania :]. Noo, może po małej rozgrzewce, po której przy 12 tyś.km na blacie wymienię olej :).
Dwa dni wcześniej zainstalowałem też przekaźnik w obwodzie podgrzewanych manetek, bo znowu zjadły mi prąd z aku. Zasilanie przekaźnika pociągnąłem z kabli oświetlenia rejestracji :]. Teraz manetki już prądu jeść nie będą :).
No, to czekamy na wiosnę! 🙂


4 luty 2008 – stelaże 🙂

No, wreszcie! Stelaże dotarły do mnie kurierem z rana, więc od razu polazłem do garażu i je zainstalowałem :). Nie było z tym większych kłopotów, bo nie trzeba się było bawić z kierunkowskazami. Najwięcej namordowałem się przy mocowaniu płyty od topka do stelaża, ale i to w końcu się udało :).

No to mój nowy „transatlantyk” niemal gotowy :]. Do pełni szczęścia brakuje oliwiarki łańcucha. Ale już mam wszystkie materiały by ją naprawić – brakowało mi igieł do zakraplacza, bo w domu się skończyły, a dwie ostatnie wyrwało, gdy oliwiarka była jeszcze zainstalowana w TDMie :). Jak dobrze pójdzie to zajmę się tym jeszcze w tym tygodniu.
Akus jednak żyje. Ładowanie pomogło i rozrusznik kręci się teraz żwawo. Nakulałem dziś i wczoraj 120 km :). Na liczniku już prawie 10500km.


30 stycznia 2008 – padnięte aku, zużyty łańcuch (?)

No i manetki okazały się tak fantastycznie inteligentne, że nawet będąc zupełnie wyłączone – rozładowały mi akusa do tego stopnia, że dziś motong nie odpalił :(. Aku wykręciłem, w domu podładowałem… Czas ładowania poniżej godziny prądem 2,5A – coś chyba już i akus nie domaga, bo pojemność wychodzi poniżej połowy (8,6Ah powinno być).
Jak byłem w garażu, to podciągnąłem też trochę łańcuch. No i wygląda na to, że jest nierównomiernie wyciągnięty :(. Masakra, chyba szybko będę musiał go wymienić…
Kupiłem przekaźnik, konektorki i inne duperele. Odetnę manetki od akusa przekaźnikiem i założę wreszcie oliwiarkę. A jak dojdą stelaże – transformacja CBFy w turystyka będzie ukończona :).


25 stycznia 2008 – grzane manetki

Dzisiaj zainstalowałem w moto podgrzewane manetki :).

Są niby jakieś takie mądre – Oxford – mają nie rozładowywać aku, gdy się zapomni je wyłączyć. Więc nie zastosowałem przekaźnika… Ale może go założę, bo i tak będzie potrzebny do oliwiarki.


13 stycznia 2008 – nowy sezon i zamówienia

No i nowy sezon przyszedł nadspodziewanie wcześnie, bo zaledwie po miesiącu :D. Pierwsza nieśmiała przejażdżka po jeszcze ciut śliskich drogach odbyła się 10 stycznia, a dzisiaj machnąłem aż setkę kilometrów po suchym i przy +7 stopniach :). Nawet spalanie wyszło niesamowite, bo tylko 5,4l/100km :). Jak na kilowy silnik – rewelka :).
W przypływie euforii zacząłem zamawiać różne cuda, by odbudować – kolejny raz – turystyczną użytkowość nowych dwóch kółek. Zamówiłem podgrzewane manetki i stelaże pod kufry (te ostatnie jedyne 1kzł :|). Oliwiarkę zdemontowałem z TDMki przed sprzedażą, więc po jej małej modyfikacji i dojściu wszystkich zamówień, będziemy transformować CBFę w wielką turystkę :).


8 grudnia 2007 – pożegnanie sezonu i 10 tyś.km 😀

No i dzisiaj pożegnaliśmy sezon w trzy motorki – z mamą i ojcem. Karnęliśmy się standardową traską w stronę Raciborza i wróciliśmy przez Rudy. Oczywiście posiłek w Kobyłce też dopełnił tradycji :).
Na moto mam już nakulane 417km. Przekroczyłem na liczniku 10tyś.km…

… i teraz jest na blacie 10122km :).
No to czekamy na nowy sezon! 🙂


6 grudnia 2007 – sesja foto

Już kilka razy wyrwałem się pośmigać na moto, a dzisiaj byłem na Studzience porobić kilka fotek :). Motór ufajdał się jak siedem nieszczęść, ale co tam…

Więcej zdjęć pewnie pojawi się w Galerii.


3 listopada 2007 – rejestracja i pierwsza rajza 😀

Wczoraj wreszcie odebrałem deklarację VAT-25, więc mogłem sprzęta zarejestrować i ubezpieczyć. Straciłem w urzędach przeszło 3h, ale moto jest wreszcie legalne :D. Numer rejestracyjny – SR 1071 :).

Szczerze mam nadzieje, że ten sprzęt zagrzeje u mnie dłużej miejsce :).

A dzisiaj z uwagi na znośne warunki pogodowe wreszcie miałem okazję pierwszy raz się na moto karnąć :D.
Przy zakupie na liczniku widniał przebieg 9705 km.

Najpierw nakulałem jakieś 30 km sam, a potem kolejne 30km z bratem, który pożyczył od ojca XJR. Potem pogoda się zmaściła i zaczęło padać…
Generalnie eFka jest wporzo. Trochę wibracji silnik generuje (heh, albo już nie pamiętam, albo nijak temu silnikowi do CB 750), ale idzie jak burza i generalnie przyjemnie się na sprzęcie śmiga :). Niemniej 60km to ciągle za mało na jakieś sensowne wnioski… Oby jeszcze przed zimą udało się coś pośmigać!


26 października 2007 – dokumenty do rejestracji

Przez ostatnie sześć dni załatwiałem sprawy z dokumentami CBF. Najpierw dałem niemieckie papiery do tłumaczenia, a gdy je odebrałem dwa dni później, załatwiłem przegląd techniczny. Dziś z kolei – mając już komplet dokumentów – złożyłem w Urzędzie Skarbowym wniosek o wydanie zaświadczenia o zwolnieniu z płacenia podatku Vat. I niestety na odbiór zaświadczenia muszę czekać cały tydzień…


20 października 2007 – zakup Hondy CBF 1000 🙂

No i nastał ten dzień. Wstaliśmy z Ojcem o 3:00 rano i przed 4:00 ruszyliśmy Polonezem w drogę do Lubonia (mieścina pod Poznaniem). Dotarliśmy na miejsce chwilę po 9:00. Obejrzeliśmy motocykl, przejechałem się nim… Oczywiście cudów nie ma – znalazłem ślady gleby na lewą stronę, tj. porysowaną owiewkę, pęknięcie czachy i nieco dogięty lewy wydech do osi motocykla. Ale nie stwierdziłem żadnych poważniejszych dolegliwości w moto i zdecydowałem się go kupić :). Cenę udało się nam stargować na równe 21 tyś.zł.

Szczęśliwy sprzedający i nie mniej ucieszony kupujący :P.

Przed 11:00 ruszyliśmy do domu. Ojciec w busie ze sprzedającym, a ja sam w Poldku. Trochę się napociłem, żeby dotrzymać kroku 130-sto konnemu Citroenowi Jumperowi przy wyprzedzaniu, ale ostatecznie wspólnie dojechaliśmy ok. 16:00 pod garaż w Rybniku :).

Honda na pace.

Moto schowaliśmy, w domu zapłaciliśmy handlarzowi za sprzęta i gość pojechał w drogę powrotną do Lubonia… W sumie odważny był – do ostatniego momentu nie widział pieniędzy…
Jeszcze tego wieczoru większością rodzinki wylądowaliśmy pod garażem, by podziwiać mój nowy nabytek :).
Mam znowu Hondę!! 😀


16 października 2007 – telefoniczne ustalenia, kasa

Zadzwoniłem pod numer widniejący w ogłoszeniu sprzedaży. Maszyna okazała się być sprowadzona z Niemiec i nie była jeszcze zarejestrowana. Poprosiłem sprzedającego o zatrzymanie motocykla dla mnie do soboty 20 października i obiecałem, że po niego przyjadę. Sprzedający podjął się przetransportowania maszyny do Rybnika za 50gr/km, więc przynajmniej o to nie musiałem się martwić.
Zabrałem się więc za organizowanie kasy. Z pozostałych mi po wyjeździe do Anglii funtów wycisnąłem w kantorze 14 tyś.zł, a od rodziców pożyczyłem brakujące 8 tyś.zł do czasu sprzedaży TDMki…


14 października 2007 – pierwszy kontakt z moją CBF 🙂

Była niedziela. Tego dnia kończyła się na ebayu aukcja Yamahy TDM900, która stała w Berlinie. Poważnie zastanawiałem się nad jej zakupem, jednak tuż przed zakończeniem aukcji, nagle na allegro pojawiło się nowe ogłoszenie srebrnej Hondy CBF 1000, za jedyne 21900 zł ;).

Tak prezentowała się na Allegro.

TDMy oczywiście nie kupiłem… 😉


Prolog – czyli jak się to wszystko zaczęło

Wyszliśmy z biblioteki. Był sierpień 2007 r., pochmurna angielska rzeczywistość. Mieliśmy z kolegą kilka wolny godzin przed nocną zmianą w pracy. Tak bowiem spędzaliśmy nasze wakacje – pracując ile wlezie w angielskiej fabryce obróbki metalu.
Właśnie usiłowaliśmy przekroczyć ruchliwą ulicę przedmieść Manchesteru, gdy usłyszeliśmy motocyklowy silnik. Z prawej strony nadjeżdżał jakiś sprzęt… Niby nic – w końcu to nie taki rzadki widok, ale ta maszyna, gdy jej się przyjrzałem, okazała się dla mnie wyjątkowa. Odpowiadająca mi linia, dwa symetryczne wydechy, owiewka no i marka… Honda :). Wyciągnąłem szyję, wyostrzyłem wzrok i na owiewce odczytałem nazwę nieznanego mi dotąd modelu – CBF 1000… Chwilę później motocykl zniknął za zakrętem.
Cała ta scena trwała krótką chwilę. Ale to wystarczyło. Ziarno padło na żyzną glebę :).

Gwoli wyjaśnienia muszę dodać, że nie chciałem zmieniać motocykla. To zachowanie mojej TDMki mnie do tego zmuszało. Jej niemały apetyt na olej był dla mnie czymś nie do przyjęcia. Wszyscy mechanicy zaś, z którymi rozmawiałem o tej sprawie, odradzali mi rozgrzebywanie silnika. Twierdzili, że koszt remontu będzie nieadekwatny do rezultatu, bowiem TDMki po prostu olej biorą i naprawa może co najwyżej nieco konsumpcję ograniczyć…
Nie lubię jeździć z bańką oleju w bagażach. Moja nieodżałowana Sevenka zbyt mnie przyzwyczaiła do zmian oleju co 6 tyś.km, bez potrzeby dolewania czegokolwiek w międzyczasie. W skrytości ducha ciągle więc tęskniłem do Hondy jako marki i tym bardziej nie mogłem przeboleć, gdy się dowiedziałem, że spostrzeżona w Anglii CBF 1000 okazała się być poza moim zasięgiem finansowym… Motocykle te, produkowane od 2006 r., dopiero zaczynały pojawiać się w obiegu pojazdów używanych, w cenach niewiele niższych od salonowych. Zarobiłem co prawda w Anglii przeszło 15 tyś.zł, ale na Allegro najtańszy używany egzemplarz (a w zasadzie wówczas jedyny!) stał za 24 tyś.zł, a mnie po powrocie do Polski szybko część pieniędzy się rozeszła… Inne modele Hondy jakoś mnie nie interesowały.
Ale los chyba jednak chciał bym CBFkę miał :D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.