Sobota, 17 maja. Cały tydzień deszcze i nic więcej. Prognozy na weekend też nie były zbyt ciekawe – na niedzielę zapowiadali dużo nieprzyjemności, a na tę sobotę deszcze od popołudnia.
Zadzwoniłem do Browara z pytaniem czy jedziemy do Katowic. Dzień wcześniej pytał się mnie, czy nie skoczę z nim zawieźć pracy magisterskiej Gosi na Akademię Ekonomiczną. Ale teraz Browar umierał :P. Dały mu się we znaki piątkowe juwenalia ;).
Chciałem wyjechać więc sam pośmigać, ale siadłem na kompa i gdzieś zgubiła mi się godzina :P. I zadzwonił Browar, że właśnie rusza :). No to git! 🙂
Szybko się zebrałem i podjechałem na BP, gdzie się ugadaliśmy. Browar po chwili dojechał, zatankowaliśmy złomy i ruszyliśmy na Gliwice, by wbić się na A4.
Uzgodniliśmy, że zajedziemy sobie przy okazji do Boostera, gdzie Browar naprawiał FZXa, moja mama regulowała zawory w XJ600, a ja naprawiałem dekiel od TDM850 :). Bardzo fajni ludzie tam pracują, więc chcieliśmy ot tak wpaść pogadać…
Jak uzgodniliśmy, tak zrobiliśmy. W Boosterze była cała paczka mechaników, więc pogadaliśmy sobie z nimi i z kręcącymi się tam motocyklistami, gdy nagle – jednocześnie – jeden z nich powiedział, że wpadł na jazdę testową Triumphem Tigerem, a na plac przed warsztatem zajechało kilka motocykli. Szybko okazało się, że przypadkiem trafiliśmy na dni otwarte Triumpha i że akurat za chwilę rusza następna grupa na jazdy testowe, a dwa motocykle na tę godzinę są wolne :D. Jak Browar się dowiedział, że wśród sprzętów jest Triumph Rocket III, to aż dostał wypieków na twarzy :P.
Dalsze wypadki potoczyły się błyskawicznie:
– A możemy się jeszcze doczepić?
– Jasne!
– To co Zbyhu, jedziemy?
– Jedziemy!
😛
Szybko wypełniliśmy dokumenty, żeby było wiadomo, kogo ścigać, jakby który z nas uciekł na moto i mogliśmy jechać ;).
Mnie się dostał Triumph StreetTriple, a Browarowi czopek – Triumph SpeedMaster. Ale jechał z nami jak wspominałem jeszcze Triumph Tiger i Rocket III, więc błya szansa na zamianę w trakcie testu ;).

Ruszyliśmy. Dziwnie się siedziało na tej „mojej” maszynie – jakoś tak wysoko… No i zero owiewki z przodu :P. Głośny wydech, ale zadziwiająca elastyczność i moc jak na 675ccm :). Nie kręciłem go za bardzo, ale dynamika wydawała mi się bardzo zbliżona do CBFy…
Zajechaliśmy na stację, żeby zatankować bestie. Ustawiliśmy się w kolejce do jednego dystrybutora i każdy z kolei dostał pełny bak :). Co prawda przewidziany czas wycieczki – 40min – nie dawał szansy na wyjechanie całego zbiornika, ale i tak miło, że nawet paliwo było za darmo :).
Niestety opuszczając stację grupa nam się zdefragmentowała. Cztery motocykle pomknęły przodem, a ja próbując ich dogonić – zgubiłem się :P. Browar i zamykający stawkę pracownik Boostera wyjechali za mną, ale też zniknęli mi w lusterkach wstecznych i musieli skręcić tam gdzie przednia grupa, więc zostałem całkiem sam :).

Na tym śmigałem :).

Katowice znam słabo, dojechać do Boostera potrafię tylko z autostrady, toteż całą swoją jazdę poświęciłem na poszukiwania wjazdu na A4, by móc wrócić do Boostera :]. Totalnymi zadupiami dostałem się do Rudy Śląskiej i dopiero tam napotkałem znaki prowadzące na autostradę. Wpasowałem się więc na nią i po paru kilometrach pokonanych z prędkością 150km/h (kurde, ale wieje bez owiewki!!) zjechałem prosto do celu.
Wróciłem pierwszy. Ekipa jeszcze śmigała. Chłopaki z Boostera już telefonicznie się dowiedzieli, że się zgubiłem, ale że nie jestem dla nich do końca obcym typem, to chyba za bardzo się tym faktem nie zestresowali :P.
Może 5 minut później wróciła reszta grupy. Browar jechał na Rockecie :D. I jak zsiadł, to aż mu ręce chodziły z emocji i po prostu nie mógł się pozbierać po doznanych przeżyciach :P. Mówił, że czegoś takiego jeszcze w życiu nie doświadczył – 200Nm na tylnym kole zrobiło na nim piorunujące wrażenie ;). Stwierdził też, że jak wróci do domu, to wystawi wszystko łącznie z meblami na allegro, żeby tylko nazbierać na Rakietę ;).

Spisaliśmy „wrażenia z jazdy” niezbędne w dokumentacji jazd testowych, z których potem Booster musi się rozliczyć i po kilkunastu minutach dzielenia się wrażeniami z jazdy, wsiedliśmy na swoje maszyny i ruszyliśmy wreszcie na AE. Już dochodziła 14:00, a z domu ruszyliśmy chwilę po 11:00 ;).
Po małym błądzeniu spowodowanym licznymi remontami dróg, zajechaliśmy w końcu pod uczelnię. Tam Browar załatwił co miał załatwić i mogliśmy ruszyć już do chaty. Wskoczyliśmy na A4 i lecąc spokojnie 130km/h pokulaliśmy się do Gliwic. Ja tam tylko raz rozpędziłem się do 225km/h, tak dla zasady :P, ale poza tym jechaliśmy jak Bóg przykazał :).
Z Gliwic do Rybnika standardowo pojechaliśmy drogą DK78. I na miejscu mieliśmy dylemat, czy jeszcze gdzieś pośmigać, czy nie. Pogoda sprzyjała… Ja jednak stwierdziłem, że muszę coś zjeść, bo inaczej wracam do chaty. Od 11 nic nie jadłem, a już była 16:00… Skoczyliśmy więc do Sękatej Chaty na pizze, ale tu z kolei tak się nażarliśmy, że odechciało nam się jeździć :). Ok. 17:00 więc rozjechaliśmy się do domów…
W sumie całkiem fajny wyjazd i nieoczekiwane połowiczne spełnienie Browarowego marzenia dotyczące Triumpha Rocketa III. Już wie jak to jeździ. Teraz już musi „tylko” na niego nazbierać… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.